PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

czwartek 09 września 2010 r. imieniny obchodzą: Aldona, Piotr, Sergiusz

Nigdy się ze sobą nie nudzimy

Nigdy się ze sobą nie nudzimy

Joanna i Andrzej Janeczkowie przyznają, że wzięli ślub po tym, jak mieszkali na "kaczą łapę" 13 lat (© fot. Krzysztof Szymczak)

Dziennik Łódzki Joanna Leszczyńska

2010-03-06 07:46:47, aktualizacja: 2010-03-06 07:47:42

Mieszkają razem prawie od trzydziestu lat i nie wyobrażają sobie wakacji spędzonych oddzielnie. Wspólnie opiekują się domem, zwierzętami i ogromną działką pod Łodzią. O sielskim życiu, w którym nie ma miejsca na nudę, opowiadają Maja Piwońska-Janeczko i Andrzej Janeczko z zespołu Trzeci Oddech Kaczuchy w rozmowie z Joanną Leszczyńską

Czy to prawda, że do ślubu pojechaliście na traktorze?

Żona: To prawda. Nie był to wprawdzie nasz pomysł, ale naszych przyjaciół z łódzkiej telewizji. Do dziś wspominamy to z rozrzewnieniem. Dodam, że wzięliśmy ślub po tym, jak mieszkaliśmy ze sobą na kaczą łapę 13 lat.
Mąż: To było tak. Pojechaliśmy pierwszy raz w życiu na narty do Zieleńca, niedaleko Dusznik-Zdroju.
Było tam tak pięknie, że przy wódce powiedziałem do kolegów, że jak bym kiedykolwiek miał brać ślub, to tylko w górach, w Zieleńcu. Tak, tak w tym samym Zieleńcu, znanym z afery hazardowej. Pięć miesięcy później zadzwonił Michał Fajbusiewicz, że załatwił za nas wszelkie formalności związane ze ślubem w górach. Był to czwartek, a nasz ślub miał być w sobotę. Pojechałem po metryki urodzenia. Moją i Mai. Obrączki kupiliśmy w sobotę w sklepie z zabawkami. Każda była od innej pary.
Żona: Ale najważniejsze, że my jesteśmy do pary. Zdążyłam z przyjaciółką pójść do butiku Ani Batory i kupić ślubną kreację. O tym, że pojedziemy do ślubu traktorem dowiedzieliśmy się w ostatniej chwili. W nocy nasi przyjaciele robili transparenty z prześcieradeł z napisami: "Co dwie kaczki to nie jedna" i "O takie kaczkę nam szło."

A jak się jechało do ślubu na traktorze?

Żona: Z Zieleńca do Dusznik jest 14 kilometrów. Trzęsło trochę, ale fajnie było. Tyle że potem rodzina się na nas poobrażała, bo nikt nie był na ślubie. Zadam teraz zagadkę mężowi: Którego dnia, miesiąca i roku braliśmy ten ślub?
Mąż: W 1993 roku, w kwietniu w sobotę.
Żona: Powiedz jeszcze dzień i będą szczęśliwa...
Mąż (zastanawia się)
Żona: W co się zwykle strzela?
Mąż: W dziesiątkę. Tak, to było 10 kwietnia.
Żona: Później jeszcze raz włożyłam suknię ślubną. To była niespodzianka w programie TVN "Rozmowy w toku. " To była piękna, ślubna suknia do ślubu kościelnego, o jakiej zawsze marzyłam. Andrzej jest po rozwodzie i nie mogliśmy brać ślubu w kościele. Wtedy też w tym programie Andrzej mi się oświadczył.

Oświadczyny? W ile lat po ślubie?

Żona: Osiem lat później.

Czy ślub coś zmienił w Waszym życiu?

Żona: Teraz muszę posługiwać dwoma nazwiskami. Żartuję. Mówiąc poważnie, tak się złożyło, że kiedy nie byliśmy małżeństwem, często bywałam w szpitalu. Mieliśmy inne nazwiska i Andrzej musiał się tłumaczyć, kim dla niego jestem. Teraz nie musi. A poza tym, ślub nic nie zmienił. Niedawno sobie uświadomiliśmy, że za rok minie 30 lat, od kiedy zamieszkaliśmy razem. Nie wiem, kiedy tyle lat minęło...
strona: 1 z 4 »

Sonda

Które miasto zasługuje na miano Europejskiej Stolicy Kultury?

Reklama

Dziennik Łódzki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy