Serwis narciarski Serwis narciarski
    Narciarze kontra snowboardziści. Odwieczna wojna na stoku?

    Narciarze kontra snowboardziści. Odwieczna wojna na stoku?

    Zdjęcie autora materiału
    Mikołaj Romanowski

    Aktualizacja:

    Express Bydgoski

    Narciarze i snowboardziści - co jedni mają do drugich?

    Narciarze i snowboardziści - co jedni mają do drugich? ©Dariusz Bloch

    Czy narciarze rzeczywiście nie lubią snowboardzistów? Czy snowboardziści nie pałają sympatią do jeżdżących na "boazerii"? Czy jest to faktycznie duży problem czy też może rozdmuchana do granic możliwości bańka mydlana? Każdy niech na te pytania odpowie sobie sam. Konfliktów jednak między tymi grupami doświadczyło (lub było ich świadkami) na pewno wielu z szusujących po stokach.
    Narciarze i snowboardziści - co jedni mają do drugich?

    Narciarze i snowboardziści - co jedni mają do drugich? ©Dariusz Bloch

    - Wsiadając do gondoli, usłyszałem jak jedna pani mówi do dziecka, które mu towarzyszyło: "Uważaj na snowboardzistów" - mówi 48-letni pan Jerzy, zapalony narciarz. - Sam do nich nic nie mam, dlatego byłem ciekaw powodów, dla których narciarka ostrzega przed nimi swoje dziecko. Usłyszałem w odpowiedzi, że jeżdżą niebezpiecznie i często się wywracają i przesiadują na stoku, powodując zagrożenie.

    Z tezą, jakoby snowboardziści stwarzali zagrożenie, nie zgadza się 24-letnia Joasia, która na desce jeździ od trzech lat. - Pamiętam, jak zaczynałam jeździć - mówi. - Początki, wiadomo - zawsze są trudne. Z moim chłopakiem ślizgaliśmy się na uboczu stoku, by nie przeszkadzać innym, bo co chwilę się wywracałam. W pewnej chwili, gdy próbowałam złapać równowagę, zza pleców dosłownie kilkanaście centymetrów ode mnie wyskoczył rozpędzony narciarz, który śmignął między mną a moim chłopakiem i pognał na złamanie karku w dół. Oczywiście, tak się wystraszyłam, że zaliczyłam "glebę". To było nieodpowiedzialne i niebezpieczne. Takich sytuacji miałam więcej. Narciarze często jeżdżą między nami jakbyśmy byli tyczkami slalomowymi.

    Narciarze o snowboardzistach



    Stereotypów powielanych przez miłośników białego szaleństwa jest wiele. Zaglądamy na jedno z forów i czytamy... "Parapeciarze" (czyli snowboardziści - dop. red.) psują stok, przez nich robią się muldy", "Przesiadują na stoku, często siedzi taka kilkuosobowa grupka na środku i utrudnia życie innym. No, ale oni są najważniejsi, przecież korony z głów by pospadały, jakby przysiedli gdzieś na uboczu", "Nie lubię za nimi jeździć na orczyku, zawsze któryś się wywróci i nie zdąży pozbierać się z wyciągu", "Jeżdżą tak, że odsypują śnieg i odsłaniają lód", "Co to za jazda? Ciągle odpinają i zapinają wiązania, siadają, podskakują, ciągną za sobą deskę, zsuwają się ze stoku, spychając śnieg... Szpanerzy, ubrani w zbyt duże, kolorowe markowe ciuchy, które mają zwrócić na nich uwagę, głośni, egocentryczni. Oczywiście są od tego wyjątki, ale jak to wyjątki - nieliczni potrafią jeździć na snowboardzie. Dla ogromnej większości deska to tylko moda, styl bycia, a nie pasja i sport". Podobnych opinii jest znacznie więcej...

    Snowboardziści o narciarzach



    A co na to miłośnicy snowboardu, jak oni postrzegają narciarzy? "To zgrzybiali nudziarze, większość jeżdżących na "boazerii" wygląda, jakby wybrała się nie na stok, ale na pogrzeb, szaro-czarne stroje, jak kto odważniejszy, to ma coś białego lub czerwonego", "Najwięcej chamów i cwaniaków jest właśnie wśród narciarzy - kto się najczęściej wpycha w kolejkę do wyciągu?", "Jak dochodzi do jakiejś awantury na stoku, to zawsze z powodu narciarza. To pieniacze i złośliwcy - często jeżdżą brawurowo i stwarzają ryzyko, bo nie zachowują bezpiecznych odległości", "Najbardziej lubię takich tatusiów, co to dwa razy zjedzie, potem idzie do ski-baru, tam przyjmuje odpowiednią dawkę procentów do czasu, aż poczuje, że jest drugim Alberto Tombą i wtedy wraca na stok, jeżdżąc potem tak, że budzi popłoch", "Nikt tak nie psuje stoku, jak uczący się narciarz, jedzie pługiem, odgarnia śnieg. I oni twierdzą, że to my tworzymy muldy...", "Jak na stoku są podjazdy i przeszkody dla snowboardzistów, to ZAWSZE pod nimi stoją jacyś nieogarnięci narciarze tak, że nie można sobie poszaleć".

    Na szczęście, mimo że podobnych w tonie wypowiedzi jest więcej, w większości dominują te bardziej stonowane, w których nie brakuje deklaracji wzajemnej sympatii, słów o tolerancji, luzie i o tym, że jedni drugich powinni szanować, bo jazda po stoku ma być czerpaniem przyjemności z hobby, a to, na czym się zjeżdża, jest rzeczą drugorzędną - czy są to narty, czy snowboard, czy też sanki, "jabłuszko" lub po prostu pupa.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Narty za granicą