Czy w komitecie kandydata obywatelskiego, przywiązanego do demokratycznych reguł i procedur, jakim jest Andrzej Olechowski, generał jest akurat osobą najbardziej odpowiednią? No cóż, każdy będzie miał taki komitet, jaki sobie stworzy.
Andrzej Olechowski zaś od ma początku kłopoty ze swoją kampanią. Nie ukrywano przecież, że będzie się ona opierała na aktywności Pawła Piskorskiego, strukturach i pieniądzach Stronnictwa Demokratycznego, tymczasem od Piskorskiego, po postawieniu mu prokuratorskich zarzutów, Olechowski musiał się nieco zdystansować, a pieniądze ciągle nie są pewne. Pozostaje własna aktywność i ewentualnie podpieranie się
nazwiskami osób szanowanych, które jak widać znaleźć trudno. Ci, których zgromadził, raczej ostatnio przegrywali niż wygrywali, co raczej nie jest zapowiedzią przyszłego sukcesu kandydata.
Prawie jednocześnie pojawiła się informacja, że Polska Plus, partia Ludwika Dorna i Kazimierza Ujazdowskiego rozmawia o starcie w wyborach prezydenckich z Romanem Kluską. Polska Plus od kilku już miesięcy zapowiadała, że czymś zaskoczy i właśnie zaskoczyła. Pomysł wykorzystania pewnej popularności Kluski, biznesmena, którego chciał wykończyć fiskus nowym nie jest, gdyż już PiS przygotowało "pakiet Kluski", który miał być wielkim przełomem w odbiurokratyzowaniu gospodarki, ale gdzieś się zapodział w ciągłym zamieszaniu stwarzanym przez koalicję PiS - Samoobrona - LPR. Obecny pomysł "zagospodarowania" Kluski ma jednak pewien ciekawy, a nawet zaskakujący element. Otóż partia, która o niego zabiega chce więcej realnej władzy dla prezydenta. Sam Ujazdowski jest nawet współautorem jednej z wersji konstytucji PiS, gdzie prezydenta znacząco się wzmacnia. Tymczasem kandydatem na prezydenta chce uczynić, niczego nie odejmując panu Klusce, w gruncie rzeczy figuranta.
Kluska był gnębiony przez fiskusa i prokuraturę, ale to nie znaczy, że może być tym silnym prezydentem. Na dodatek żadnego politycznego doświadczenia nie ma. Ma więc być tylko i wyłącznie wabikiem, dzięki któremu nieco utuczy się partia, wiodąca dziś bardziej polityczny niebyt niż byt. Pojawienie się nazwiska Kluski można oczywiście uznać za epizod bez znaczenia, gdyby nie było sygnałem zjawiska poważniejszego.
Otóż w naszym życiu publicznym, w tym także w partiach gwałtownie brakuje ludzi z dorobkiem i doświadczeniem politycznym, obdarzonych autorytetem. Kanałami awansu w niewielkim stopniu stały się elity regionalne, a prezydenci wielkich miast, którzy po latach doświadczeń powinni właśnie przechodzić do polityki ogólnokrajowej, przed wyborami samorządowymi raczej występują z partii, niż do nich wstępują. Bojąc się konkurencji wszyscy wszystkich wycinają i zostaje pustynia, na której w razie pilnej potrzeby szuka się gwałtownie osobowości i osobistości. Coraz bardziej desperacko.