Rozmowa z Jarosławem Turałą, łowcą burz ze Zgierza

    Rozmowa z Jarosławem Turałą, łowcą burz ze Zgierza

    Karolina Wojna

    Dziennik Łódzki

    Rozmowa z Jarosławem Turałą, łowcą burz ze Zgierza

    ©Czytelnik

    Z Jarosławem Turałą, łowcą burz ze Zgierza i przedstawicielem Polskiego Stowarzyszenia Pasjonatów Meteorologii rozmawia Karolina Wojna.
    Rozmowa z Jarosławem Turałą, łowcą burz ze Zgierza

    ©Czytelnik

    Spał pan z środy na czwartek?

    Nad ranem już nie. Jak się coś dzieje, to człowiek nie śpi. Pierwsze co robię, to sprawdzam radary meteorologiczne, zachmurzenie, opady. W czwartek nad ranem okazało się, że do Łodzi zbliża się aktywny front burzowy i... już było po spaniu. Byłem przygotowany, że coś się wydarzy, ale nie ruszałem w teren, bo było niebezpiecznie. Dopiero po wszystkim wyjechałem, żeby zobaczyć efekty.

    Działo się dużo, burza poczyniła wiele zniszczeń. Gdzie, okiem łowcy burz, było najgorzej?


    Strefa bardzo intensywnego opadu deszczu i lokalnie gradu była przede wszystkim w województwach: łódzkim, wielkopolskim i mazowieckim. Najwięcej zniszczeń było w naszym regionie, w Pabianicach, Łodzi i okolicach Wielunia, gdzie padał grad wielkości 4 cm. A wygląda, że to nie koniec tych burz.

    Czego możemy się jeszcze spodziewać?

    W tej chwili jesteśmy pod działaniem pofalowanego frontu atmosferycznego, który oddziela dwie różne masy powietrza - ciepłą, zwrotnikową i chłodniejszą, polarno-morską. Na kontraście termicznym tworzą się układy burzowe w linii na szerokości Polski. W tej chwili front jest na tyle nieprzewidywalny, że w województwie łódzkim może być powtórka nawałnic, ale może się okazać, że wszystko przesunie się np. na zachód. Środowe prognozy mówiły, że łódzkie będzie spać spokojnie, a było inaczej. Układ burzowy był tak ogromny, że objął większość województw w kraju. To burza wielokomórkowa, fachowo nazywa się to „Mezoskalowy układ konwekcyjny”. W takim układzie mamy do czynienia z tzw. prądem zstępującym, to on poczynił takie szkody. Przypomina trąbę powietrzną i jest bardzo często z nią mylony.

    Zobacz też:Burza w Łodzi. Trwają utrudnienia w ruchu komunikacji miejskiej

    Jak długo będą nam grozić takie zjawiska?

    Wstępnie można powiedzieć, że do weekendu. W sobotę i niedzielę powinno być spokojnie. Teraz (rozmawiamy w czwartek - red.) jest bardzo gorąco i duszno, wszystko co spadło zaczyna parować i znowu pogoda usypia naszą czujność. Koło soboty ten front powinien przesunąć się bardziej na wschód i po południu powinno do nas dotrzeć chłodniejsze, bardziej rześkie i znośne powietrze. Mogą się zdarzyć pojedyncze opady, jednak nawałnic - przynajmniej na razie - nie przewiduje się. Ale co pogoda sobie wymyśli, wie tylko ona sama...

    Od kilku lat obserwujemy nad naszym województwem m.in. nad Radomskiem i powiatem piotrkowskim silne burze i wichury, które czynią ogromne szkody. Dlaczego akurat te tereny są narażone na takie zjawiska?

    Bełchatów, Piotrków to jest taka mini aleja tornad. Jeżeli chodzi o województwo łódzkie, to właśnie te regiony są bardziej narażone na te zjawiska. Dlaczego? Tak po prostu jest. Pogoda sobie sama wybiera warunki do powstawania trąby. Można powiedzieć, że jest to teren „faworyzowany” przez trąby powietrzne, ale to nie znaczy, że gdzieś indziej ich nie będzie.

    Wspomniał pan, że czwartkowa pogoda może uśpić naszą czujność. Co to znaczy?

    W Polsce system ostrzeżeń jest taki, że albo ich nie ma, albo są bardzo ogólnikowe. Jeżeli telewizja lub radio przestrzegają przed nawałnicami, a potem ich nie ma, to później słyszę w sklepie: „Pani, dzisiaj burzę zapowiadają”, „Co tam pani gada, wczoraj też zapowiadali”. I ludzie nie spodziewają się tego, co może się wydarzyć.

    Czytaj też:Burza w Łodzi. Meteorolodzy ostrzegają przed burzami. Sprawdź, gdzie jest burza [MAPA BURZ]

    W pana przypadku prognozy pogody determinują plany urlopowe?

    Zawsze urlop biorę we wrześniu. Mnie i żonie nie przeszkadza gdy pada, bo spędzamy czas aktywnie. Gdy np. byliśmy w Zieleńcu to padało, a my byliśmy bardzo zadowoleni i nazbieraliśmy dużo grzybów. Był klimat, zieleń, grzyby i nikogo w lesie.

    Kiedyś ludzie bardziej się bali burzy. Wszystko wyłączali z prądu, zamykali okna. Dziś jest inaczej. Jesteśmy lepiej zabezpieczeni, czy mniej pokorni wobec natury?

    Każda burza jest niebezpieczna, nawet ta mała. Obserwuję, że Polacy coraz częściej uważają, iż „należy im się” ładna pogoda. Nie ma w nas pokory wobec natury. Świadczy o tym chowanie się pod drzewami i stawianie auta pod drzewami. Ludzie robią tak, nawet gdy prognozowane są burze - żeby nie zmókł, żeby stał w cieniu...

    Jak się należy zachowywać, żeby było bezpieczenie?

    Jeżeli widzimy oznaki burzy - schodzimy z otwartej przestrzeni, szukamy schronienia. Ryzyko, że piorun nas trafi w domu jest minimalne. Jeżeli jedziemy samochodem, zatrzymujemy się, ale nie pod drzewem, i czekamy. Nie wychodzimy, nie próbujemy burzy udokumentować na żywo.

    Pogoda nas nie oszczędzała
    W sierpniu 2008 roku nad Stobieckiem Miejskim, dzielnicą Radomska przeszła trąba powietrzna, która zrujnowała ponad sto budynków: zerwała dachy, uszkodziła linie energetyczne.

    Ta sama wichura dała się wówczas we znaki mieszkańcom gminy Gomunice w miejscowościach Chrzanowice, Karkoszki i Kletnia, gdzie z 22 domów zerwało dachy, gminy Dobryszyce (Blok Dobryszyce i Malutkie) oraz gminy Radomsko w Szczepocicach.

    W pomoc mieszkańcom zaangażowały się: Urząd Marszałkowski w Łodzi, Caritas, lokalni przedsiębiorcy, Kopalnia oraz Elektrownia Bełchatów, lokalne samorządy z Bełchatowa, Częstochowy, Kamieńska, Kleszczowa, Kłomnic, Łasku, Zgierza i Żytna. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej organizował ciepłe posiłki, a poszkodowani mogli liczyć na pomoc psychologiczną zorganizowaną przy pomocy Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Łodzi. Na szczęście nie ucierpieli ludzie.

    Od tego czasu nasze województwo regularnie nawiedzają silne wichury. W 2013 roku z trąbą powietrzną musieli zmierzyć się mieszkańcy powiatu sieradzkiego. Straż pożarna interweniowała ponad 40 razy. Najpoważniejsze szkody wichura wyrządziła w okolicach miejscowości Redzeń.

    Na drodze wojewódzkiej z Sieradza do Burzenina strażacy musieli usunąć z drogi kilkanaście powalonych drzew. W miejscowości Kobylniki (gmina Błaszki) straż musiała pomagać w ewakuacji zwierząt z podtopionych budynków. Z kolei w Świnicach Kaliskich (gmina Goszczanów) wiatr zerwał dach budynku gospodarczego, a w Łęgu Balińskim pod Uniejowem konar spadł na dach domu.

    W marcu 2016 roku pełne ręce roboty mieli tomaszowscy strażacy. W całym powiecie interweniowali ponad 50 razy. Wzywani byli do połamanych drzew i konarów, zabezpieczali pozrywane dachy w wielu miejscowościach i gasili pożar.

    Drzewa bądź połamane konary strażacy usuwali m.in. w Tomaszowie, Czerniewicach, Ciebłowicach, Lubochni, Inowłodzu i Rzeczycy. W Kolonii Olszowa w gminie Ujazd silny wiatr zerwał dach na stodole, w Małczu w gminie Lubochnia zerwany został dach na budynku gospodarczym, a w Łaznowskiej Woli na budynku mieszkalnym. Poszycie dachu zerwane zostało również z hali sportowej w Szkole Podstawowej nr 14 w Tomaszowie Mazowieckim.

    We wrześniu 2016 roku trąba powietrzna przeszła nad gminą Bolimów. Wiatr przewracał drzewa, zrywał dachy i linie energetyczne. W czerwcu 2016 roku ulewny deszcz, grad i silny wiatr spowodowały straty w powiecie łódzkim wschodnim.

    Nad Koluszkami i Andrespolem wichura przewracała drzewa i łamała gałęzie. Na ulicach pojawiły się ogromne rozlewiska. Padał również grad, powodując dodatkowe komplikacje.

    Obfite gradobicie przeżyła Łódź w listopadzie 2015 roku. Gradowe kulki zbombardowały ulice miasta, deszcz dodatkowo utrudniał ruch drogowy.

    Zalana została wówczas trasa W-Z. Grad uszkodził budynki i połamał drzewa. Podobnie było w Łodzi w marcu 2015 roku.

    Problemy spowodowane warunkami atmosferycznymi odczuwaliśmy nie tylko wiosną czy latem. Dokuczała również zima. Na przykład w listopadzie 2010 roku opady śniegu sparaliżowały Łódź.

    W korkach utknęli nie tylko kierowcy aut osobowych, ale także pasażerowie autobusów. Kłopoty mieli również pasażerowie tramwajów, które zatrzymywały się na kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Taka sytuacja panowała do wieczora.

    W kwietniu 2017 roku zima zaskoczyła mieszkańców pow. radomszczańskiego. Opady śniegu doprowadziły do zerwania linii energetycznych.

    Prądu nie miało ponad 1,5 tysiąca mieszkańców, przez kilka dni dostarczały go agregaty prądotwórcze. W mieście nie działały stacje paliw, banki, sklepy...

    W szkołach skrócono lekcje, a przedszkolom groziło, iż nie będą przyjmować dzieci, bo mogą występować problemy z ogrzewaniem. Szpital Powiatowy musiał przejść na zasilanie awaryjnymi agregatami. Problemy miały ościennego gminy, gdzie przez kilka dni nie było wody w kranach.


    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia

      Łowca burz, a w co je łapie? (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Polecamy

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Dołącz do naszego newslettera i odbierz prezent

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Prenumerata cyfrowa Dziennika Łódzkiego. Kup już teraz >>

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Inwestycje zagraniczne: jak są ważne dla polskiej gospodarki?

      Przytulna sypialnia na poddaszu

      Przytulna sypialnia na poddaszu

      Gry On Line - Zagraj Reklama