Kielce. Nie żyje dwójka dzieci, 41-latka w ciężkim stanie

    Kielce. Nie żyje dwójka dzieci, 41-latka w ciężkim stanie

    minos

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Kielce. Nie żyje dwójka dzieci, 41-latka w ciężkim stanie
    1/30
    przejdź do galerii

    ©Dawid Łukasik

    Tragedia na kieleckim osiedlu Świętokrzyskie. We wtorek po południu w jednym z mieszkań znaleziono ciała dwójki dzieci i kobietę w krytycznym stanie. 41-latka została zabrana do szpitala. Odnalezione dzieci to 5-letni chłopiec i 15-letnia dziewczyna.


    Ciała dwójki swych dzieci oraz ciężko ranną żonę znalazł w zamkniętym mieszkaniu mężczyzna, który we wtorkowe popołudnie wrócił do domu w osiedlu Świętokrzyskim w Kielcach. Kobieta trafiła do szpitala. Synek pary miał 5 lat. Córka 15.
    Dramat rozegrał się przy ulicy Daszyńskiego, w jednym z nowych, ogrodzonych trzypiętrowych bloków. Ludzie mieszkają tu od niespełna trzech lat.

    - Nie wszystkich się zna. Tą panią kojarzę tylko z widzenia. Kiedy policjanci pytali podając numer mieszkania, w ogóle nie widziałem o kogo im chodzi - opowiadał jeden z lokatorów.

    Jedno z mieszkań zajmowała para z 5-letnim synkiem i 15-letnią córkę. Prawdopodobnie architekci, którzy w związku z pracą przyjechali do Kielc z Wrocławia. Około godziny 15.30 we wtorek ojciec wrócił do domu.

    - Otworzył zamknięte mieszkanie i znalazł w nim ciała dwójki swych dzieci oraz 41-letnią żonę w ciężkim stanie - informował potem aspirant Mariusz Bednarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.

    Kobieta miała rany kłute. O przyczynie śmierci dzieci policjanci nie chcieli się wypowiadać, zapewniali jednak, że wykluczają, by było nią na przykład zatrucie tlenkiem węgla.

    Sygnał o tragedii trafił do służb ratunkowych. Na sygnale podjechały najpierw radiowóz potem karetka.

    - Szłam akurat z wnuczkiem. Mała dziewczynka wpuściła ich przez furtkę za ogrodzenie a potem pani z jednego z mieszkań widząc co się dzieje, otwarła bramę, by mogli wjechać przed blok - opowiadała kobieta, która widziała przyjazd policji i pogotowia.

    Po pewnym czasie karetka odjechała, także na sygnale. 41-latka trafiła do szpitala. Jej stan lekarze określali jako ciężki ale stabilny.

    Na miejsce przyjechali kryminalni, technik, biegły lekarz, prokurator. Przez okno, na którego szybie przyklejone były naklejki ze świątecznym motywami, widać było jak krzątają się po dziecięcym pokoju. Około godziny 18.30 na górę ruszyli pracownicy zakładu pogrzebowego z noszami a w oknie zaciągnięto zasłony. Policjanci przyznawali, że to iż zabierane są ciała nie oznacza końca ich pracy. Mówili, że potrzebują jeszcze kilku godzin na miejscu tragedii.

    - Na ten moment nie wykluczamy żadnej z wersji wydarzeń. Ze względu na charakter zdarzenia oględziny potrwają do późnej nocy. W środę rano będziemy mogli udzielić więcej informacji - mówił po godzinie 19 prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach.

    Obecny na miejscu Mariusz Bednarski z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji dodawał: - Jest zbyt wcześnie, by jednoznacznie mówić co się stało. Nikt nie został zatrzymany. Z ojcem dzieci rozmawia psycholog. Możecie państwo sobie wyobrazić w jakim stanie jest mężczyzna.

    Policjanci zabezpieczyli zapis z kamer osiedlowego monitoringu. Jest świetnej jakości. Do przejrzenia będzie wiele godzin filmu.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo