Rewolucje roku 2016. Jak zmienią świat?

    Rewolucje roku 2016. Jak zmienią świat?

    Ben Macintyre

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Rewolucje roku 2016. Jak zmienią świat?

    ©DON EMMERT/AFP/EAST NEWS

    Zrozumienie prawdziwego wpływu roku 2016 na sytuację świata może nam zająć całe dekady. Brexit, wybór Trumpa na prezydenta USA, triumf radykałów, to wydarzenia rewolucyjne
    Rewolucje roku 2016. Jak zmienią świat?

    ©DON EMMERT/AFP/EAST NEWS

    Były lider partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP) Nigel Farage ma dryg do dotyczących nas wszystkich zgrabnych podsumowań. 2016 trafnie nazwał „rokiem rewolucji”.

    I rzeczywiście, wedle niemal wszelkich historycznych miar, takim właśnie był. Polityczne elity doznały sromotnego upokorzenia. Wyborcy głosowali za radykalnymi zmianami. I ku zaskoczeniu wszystkich, a także ich samych, osiągnęli, co chcieli.
    Wielka Brytania zdecydowała odsunąć się od Unii Europejskiej. Amerykańscy wyborcy dali zielone światło rządom Donalda Trumpa. Zapewne najbardziej nieprzewidywalnego i niekonwencjonalnego prezydenta w historii.

    Jak Rewolucja Francuska?

    Dramatyczne zmiany w amerykańskiej i brytyjskiej polityce następowały w kontekście pogłębiającego się braku stabilności na całym globie. Przerażająca rzeź, jak dokonywała się w Syrii ujawniła się światu w formie brutalnych aktów terroryzmu wspieranych przez Państwo Islamskie (IS). Pogarszające się stosunki między Rosją a Zachodem zbyt często przybierały formę niemal nowej zimnej wojny. Korea Północna przeprowadziła jeszcze więcej prób nuklearnych. Po raz pierwszy w tym pokoleniu konflikt nuklearny znów stał realny. Podniosła się temperatura naszej planety - w każdym znaczeniu.

    Sytuacja świata na początku 2017 jest głęboko odmienna i o wiele groźniejsza, niż 12 miesięcy temu. Z jakim rewolucyjnym rokiem mieliśmy jednak do czynienia? Podobnym do 1789, gdy przez Francję toczyły się dwukołowe wózki z ciałami zabitych, a ideologiczny wpływ rewolucji rozrywał świat całkowicie zmieniając stary porządek? Do 1989, gdzie w zapierającym dech w piersiach tempie trzeszczał w podstawach i rozpadał się komunizm?

    Inaczej - czy 2016 okaże się bliski przesileniu z połowy XIX wieku, gdy gwałtowna polityczna burza przelała się przez Europę i fragmenty Ameryki Łacińskiej obejmując ponad 50 krajów? Mieliśmy wtedy do czynienia z mieszanką wzrastającej fali nacjonalizmu i antagonizmu wobec ustroju feudalnego. W końcu ówczesny tak zwany Rok Rewolucji zmienił bardzo niewiele, co może okazać się prawdziwe także w stosunku do 2016.

    Rewolucja przy amerykańskiej urnie wyborczej

    Dwa największe polityczne wstrząsy minionego roku miały charakter wyjątkowy w tym sensie, że dokonały się bez użycia przemocy - przy urnie wyborczej. Widzieliśmy uderzające podobieństwa między referendum brytyjskim a wyborami prezydenckimi w USA. W obu głosujący zignorowali ostrzeżenia ekspertów oraz prognozy speców od polityki i w wielu przypadkach zagłosowali w większym stopniu, by dać upust gniewowi, niż własnym przekonaniom.

    Gdy ruszał brytyjski proces referendalny możliwość przegranej Davida Camerona i utraty przez niego stanowiska zdawała się jeszcze bajką przyszłości. W podobny sposób eksperci powszechnie uznawali kampanię prezydencką Trumpa za rodzaj żartu. Ale tak bywa w przypadku większości rewolucji - rządzący nie słyszą narastającego szumu zbliżającego się powstania póki nie stanie się on rykiem regularnej rebelii. Zarówno Davida Camerona jak i Hillary Clinton zgubiły ich własne zadufanie i poczucie, że właśnie im należy się zwycięstwo. Ich pychę ukarali rozgniewani wyborcy.

    Naprawdę wściekli! Clinton i Trump stanowili dwoje najmniej popularnych kandydatów w amerykańskiej historii! Nienawidzili się nawzajem. Większość wyborców nie cierpiała jej lub jego, a często - obojga. Wyborcy nie znosili się też wzajemnie, a swoją antypatię we wszelkich możliwych formach wyładowywali we wpisach w mediach społecznościowych.

    Ameryka już przedtem przeżywała podobne „wybuchowe” w swoim charakterze kampanie i wybory. W jej historii nic jednak nie przypominało tej właśnie atmosfery czystego złorzeczenia odzwierciedlającej głębokie pęknięcie w samym amerykańskim społeczeństwie. Kraj nigdy nie był dotkliwiej podzielony w kwestii klasy społecznej, rasy, płci czy sympatii dla danej partii politycznej.

    Zaskoczeni Brexitem

    Podobna, choć mniej drastyczna, forma antypolityki przenikała brytyjskie referendum. Pytani czy Wielka Brytania winna pozostać częścią UE czy nie, wielu zwolenników wyjścia wolało odpowiadać na inaczej postawione pytanie - czy jesteś zadowolony [z obecnej sytuacji]? I tu padała głośna odpowiedź negatywna stawiająca pod znakiem zapytania przyszłość całego europejskiego projektu.

    (Nasuwa mi się pewne porównanie. Jako mały brzdąc mój syn lubił ganiać gołębie w parku. Kiedyś przypadkiem jednego złapał. Jego okrzyk zdziwienia jako żywo przypominał reakcję nowego ministra spraw zagranicznych Borisa Johnsona na wynik referendum, gdy okazało się, że wygrał to, co najwyraźniej i z ufnością traktował jako rzecz już przegraną.)

    Skutki polityczne okazały się natychmiastowe i ekscytujące, choć przyznajmy niegodne polityka. [Były minister sprawiedliwości] Michael Gove przyszpilił Johnsona. Jego samego z kolei przyszpiliła Theresa May. To, o czym trąbiono jako o referendum w kwestii zasad stało się wojną na wyniszczenie pomiędzy osobistościami politycznymi walczącymi o władzę. Jedni chętnie znokautowaliby drugich. Tu także mamy do czynienia z cechą właściwą rewolucji - wszak i rosyjska rewolucja szybko przybrała postać konfliktu Lenina z Trockim.

    Jak poprzednie rewolucje „wybuch” związany z Brexitem zagroził uruchomieniem i zainspirowaniem podobnych wydarzeń w Europie. Paliwo stanowił lęk związany z napływem imigrantów i niechęć do establishmentu połączone z jednoczesnym wzrostem popularności prawicy we Francji i Holandii. Zwłaszcza w Niemczech szybko zrozumiano, że wynik brytyjskiego referendum głęboko i może nieodwracalnie podkopuje całe dekady integracji europejskiej.

    Polityczne zwycięstwo tego, co jeszcze przed chwilą zdawało się nieprawdopodobne i egzotyczne nad oczekiwanym i przewidywalnym, świetnie oddaje fotografia Trumpa i Farage’a stojących przed nieprzyzwoicie błyszczącym złotem wejściem do penthausa tego pierwszego w nowojorskiej Trump Tower. Obaj jak chłopcy, którzy właśnie sprawili wszystkim figiel, śmieją się z widocznym samozadowoleniem. Zależnie od punktu widzenia mamy tu do czynienia z obrazem populistycznej demokracji szturmującej cytadele władzy lub doskonałym motywem przewodnim postawionego na głowie politycznego świata.

    Społeczeństwo postprawdy

    Podstawę zmian zachodzących w ruchach politycznych płyt tektonicznych stanowiła fundamentalna zmiana w percepcji rzeczywistości. Kolegium redakcyjne Oxford English Dictionary uznało wyrażenie „postprawda” za międzynarodowe słowo roku. „Odnosi się ono do lub opisuje sytuację, gdzie w kształtowaniu opinii publicznej obiektywne fakty liczą się w mniejszym stopniu, niż odwołania do emocji i osobistych przekonań”. Konkret stał się rzeczą drugorzędną wobec uczuć. Waga przekonań „przebiła” zwykłą, obiektywną rzeczywistość.

    - Sądzę, że ludzie w tym kraju mają już dosyć ekspertów wszelkiej maści - mówił Michael Gove. - Fakty nie działają już na nikogo…Trzeba docierać do ludzi na poziomie emocjonalnym. Na tym polega sukces Donalda Trumpa - wtórował mu twórca kampanii wzywającej do wyjścia z UE Arron Banks.

    Surrealizm polityki postprawdy świetnie podsumowuje wymiana zdań, do jakiej doszło między Trumpem a konserwatywnym gospodarzem audycji radiowej Hugh Hewittem. Mówiono o Baracku Obamie i zagrożeniach związanych z Państwem Islamskim. - On jest twórcą IS - twierdził ówczesny kandydat na prezydenta. - Był [w tym wszystkim] najwartościowszym graczem. Przyznaje mu nagrodę dla najbardziej wartościowego zawodnika.

    Hewitt - zresztą wcale nie przyjaciel Obamy - zwracał uwagę, że ten jednak przez większość swojego urzędowania walczył z Państwem Islamskim. - Nie cierpi [dżihadystów]. Próbuje ich eliminować.

    Trump jednak pozostał niewzruszony. - Nic mnie to nie obchodzi. Był ich twórcą. Sposób, w jaki wycofał się z Iraku…tu właśnie leży początek IS. Jasne?

    Fraza brzmiała dobrze. To czy mówiła prawdę czy nie miało - w kontekście zdobywania lub umacniania elektoratu - żadnego znaczenia.

    Właściwie rozumiane dziennikarstwo zawsze będzie walczyło tam, gdzie fakty tracą siłę oddziaływania. Podczas kampanii wyborczej w USA i referendalnej w Wielkiej Brytanii wszystkie strony ostro potępiały media, które nie zgadzały się z ich punktami widzenia lub śmiały je krytykować. Trump ze swoich ataków na nieuczciwość i uprzedzenia wobec niego w mediach głównego nurtu uczynił tarczę obronną. Prawdziwych informacji na jego temat miały zaś dostarczać własne tweety mówiące o tym, co myśli i robi.

    Internet oczywiście dalej w postępie geometrycznym poszerzał zakres naszych informacji. Jednak 2016 może okazać się czasem, kiedy doszedł on do fundamentalnego w swoich skutkach zawężenia opinii - gdy tak dużo osób czerpało informacje z mediów społecznościowych, wielu wyborców zostało skazanych jedynie na wysłuchiwanie opinii, z którymi już się zgadzali.

    Taki kształt ma polityka widziana poprzez „bańkę filtrującą” - inny neologizm minionego roku oznaczający w wielkim skrócie sytuację, gdzie w wyniku działania danego algorytmu korzystający z sieci otrzymuje informacje wyselekcjonowane i dobrane na podstawie informacji o użytkowniku. W pewnym sensie widzi on zatem to, co sam chciałby zobaczyć.

    Użytkowników internetu odseparowano od informacji kwestionujących ich opinie i „zamknięto” we własnych kulturowych czy ideologicznych „bańkach”. Mieliśmy do czynienia z rokiem, gdzie wyborcy otrzymywali i przetwarzali tylko te „informacje”, które potwierdzały już istniejące przekonania - to niemal skończona definicja tego, czym właśnie „informacja” nie jest.

    Rewolucje tyranów

    Obywatele krajów Zachodu zmagali się z problemem odróżnienia prawdy od postprawdy, a tymczasem nieustannie trwała i pogłębiała się tragiczna sytuacja Syrii - prawda, której wielu wolało nie dostrzegać. Obrazy śmierci cywilów próbujących ujść z rzezi wstrząsnęły światem, ale w niczym nie pomogły w powstrzymaniu stopniowego unicestwiania Aleppo. Lotnictwo syryjskie przy wielkim wsparciu strony rosyjskiej rozbiło bastiony rebeliantów. W samym kraju wojna wypędziła z domów 4.8 mln rodzin. 6.8 osób stało się uchodźcami.

    Władimir Putin pozostał nieporuszony. Od Syrii, poprzez Ukrainę do domniemanych manipulacji amerykańskimi wyborami, Rosja stale umacnia swoje wpływy i potęgę. Czy nie przypomina to wam najbardziej agresywnego okresu radzieckich rządów?

    Putin prężył muskuły, a Kim Dzong Un dalej prowadził makabryczny pokaz technologicznej mocy swojego głodującego kraju. W lutym Korea Północna wystrzeliła zdolny do przenoszenia głowic jądrowych pocisk dalekiego zasięgu gwałcąc w ten sposób oenzetowskie traktaty i wywołując falę potępienia na całym świecie. Siedem miesięcy później przeprowadziła piątą już próbę nuklearną. Według doniesień - największą. Akt ten Korea Południowa określiła mianem „maniackiej lekkomyślności”.

    Jeśli widok zrozpaczonych armii uchodźców i dymiących ruin Aleppo stanowił jedno tylko przypomnienie skutków i wpływu wojny syryjskiej, marcowe ataki terrorystyczne w Brukseli szybko dostarczyły ich więcej. W trzech skoordynowanych zamachach bombowych, za które odpowiedzialność przyjęło IS, zginęły 32 osoby. Trzy miesiące później ta sama organizacja przyznała się do ataku na port lotniczy im. Ataturka w Stambule. Zabito wtedy 45 osób.

    USA i Chiny odpowiadają za 40 proc całej światowej emisji dwutlenku węgla. We wrześniu [w końcu] ratyfikowały globalne porozumienie w tej sprawie. Ale temperatura naszej planety dalej się podnosi. W tym samym miesiącu ogólna emisja CO2 przekroczyła krytyczną wartość 400 ppm. To najwyższy poziom w historii ludzkości!

    Jednak w ogólnym zamęcie i poczuciu przygnębienia oraz w zalewie prognoz dotyczących naturalnego czy nuklearnego końca świata zdarzały się chwile dziwnego spokoju, a nawet - zgody. 2016 był dobry dla… soczewicy - 69. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych uznało go za „Międzynarodowy Rok Roślin Strączkowych”.

    Były lider Serbów bośniackich Radovan Karadzić usłyszał wyrok 40 lat więzienia. To dowód, że choć zbrodnie przeciw ludzkości będą zapewne się powtarzać, ich sprawcy nie ujdą karze. Bob Dylan otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Fani jego twórczości świętowali, krytycy - narzekali. Obie strony miały równe powody do zadowolenia.

    Walka przyszłości z przeszłością

    Jaki rodzaj rewolucji stanowił 2016? Niektórzy porównują go do 1989, ale ówcześni rewolucjoniści w Polsce i na Placu Tiananmen wiedzieli, czego pragną. Rozwścieczeni wyborcy 2016 nie wiedzieli może, czego chcą, lecz aż za dobrze - co piętnują. Głosowali za zmianą, ale i - w pewnym sensie - za poczuciem niepewności, które zresztą stało się ich udziałem.

    Pod koniec minionego roku odczuwaliśmy świat inaczej, ale w ogromnym stopniu wyglądał on tak samo. Ameryka nie upadła wraz z wyborem Trumpa. Theresa May kieruje Wielką Brytanię w stronę Brexitu - twardego czy miękkiego - bez nadmiernych dramatów i [politycznej] szamotaniny.

    Może więc odpowiedni model dla nas stanowią rewolucje 1848. Mieliśmy wówczas do czynienia ze zdawałoby się niemożliwym sojuszem reformatorów, inteligencji klasy średniej oraz przepełnionych gniewem robotników - wszyscy razem zażądali zmian. Powstania przetoczyły się przez Francję, Niemcy, Włochy, Cesarstwo Austrii, ale - co warto odnotować - nie przez Wielką Brytanię.

    W sposób uderzająco podobny do dzisiejszego za motywacjami tych ludzi stały poczucie niezadowolenia z politycznego przywództwa, rosnące nastroje nacjonalistyczne i żądania większego wpływu na działania rządów. Przesilenia wywarły istotny wpływ na kulturę i społeczeństwo, lecz doprowadziły do niewielkich tylko przesunięć o trwałym charakterze. Zmiany nadeszły w ciągu następnej dekady, ale nie natychmiast i z pewnością nie nagle.

    Błyskawiczne przełomy występują w historii całkiem rzadko - zmiana zazwyczaj ma charakter stopniowy i nie przybiera postaci pojedynczego, przekształcającego wszystko zdarzenia oznaczającego głęboką przebudowę naszej sytuacji.

    - Rewolucja to walka na śmierć i życie między przyszłością a przeszłością - mawiał Fidel Castro, którego śmierć w 2016 sama w sobie stanowiła oznakę zmiany.

    Jeśli w ogóle możemy [oceniać teraźniejszość] przez pryzmat przeszłości, prawdziwy wpływ roku rewolucji 2016 zrozumiemy dopiero w dalekiej przyszłości.

    Tłumaczenie Zbigniew Mach

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo