Jarosław Jach: Mogłem pływać...

    Jarosław Jach: Mogłem pływać w Rio, ale wolę być jak Pazdan [WYWIAD]

    Rozmawiał Sebastian Staszewski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Byłem mistrzem dolnego śląska w pływaniu. mistrzostwa polski nie zdobyłem - mówi Jarosław Jach (z prawej)

    Byłem mistrzem dolnego śląska w pływaniu. mistrzostwa polski nie zdobyłem - mówi Jarosław Jach (z prawej) ©Andrzej Szkocki/Polska Press

    WYWIADówka Staszewskiego. Jarosław Jach - niedoszły olimpijczyk, wzorowy uczeń i filar reprezentacji Polski U-21.
    Byłem mistrzem dolnego śląska w pływaniu. mistrzostwa polski nie zdobyłem - mówi Jarosław Jach (z prawej)

    Byłem mistrzem dolnego śląska w pływaniu. mistrzostwa polski nie zdobyłem - mówi Jarosław Jach (z prawej) ©Andrzej Szkocki/Polska Press

    Ma Pan mocne nerwy?
    Różnie z tym bywa. W życiu prywatnym jestem spokojnym człowiekiem, ale rywalizacja budzi we mnie ogień. Potrafię eksplodować jak wulkan.

    Jak więc zareagował Pan na diagnozę, którą usłyszał Pan po meczu z Arką Gdynia?
    O dziwo bardzo łagodnie.

    Pierwsze doniesienia mówiły, że staw skokowy skręcił Pan tak mocno, iż w tym sezonie już Pan nie zagra. A to oznaczałoby, że ominie Pana młodzieżowe Euro U-21.

    Fakt, trochę się przestraszyłem. Szczególnie, że kilka dni po urazie nie było żadnej poprawy. Zacząłem czuć frustrację. Poza tym operacja zazwyczaj wiąże się z dłuższą przerwą… Moje pierwsze pytanie dotyczyło więc okresu rekonwalescencji. Ale to jakieś dwa miesiące. Szybko więc sobie to przeliczyłem i kamień spadł mi z serca. Szczerze? Myśl o mistrzostwach Europy utrzymuje mnie przy życiu, dodaje energii. Na szczęście mój organizm regeneruje się szybko, więc zdążę wrócić. O formę piłkarską się nie boję.

    Po zabiegu, który przeprowadził lekarz seniorskiej reprezentacji Polski Jacek Jaroszewski, odwiedził Pana selekcjoner Marcin Dorna. Co mówił? Bo w jego układance jest Pan kluczowym ogniwem. Od dwóch lat w młodzieżówce grał Pan we wszystkich meczach.
    Trener Dorna jest przygotowany na moją ewentualną absencję. Powiedział, że w razie czego da się rozwiązać ten problem, bo poza mną są Paweł Dawidowicz, Janek Bednarek i kilku innych. Ale selekcjoner na mnie czeka. Wypracowałem w kadrze taką pozycję, że muszę być brany pod uwagę. Ale najpierw trzeba wrócić do pełnego zdrowia.

    Na ile procent wróci Pan przed czerwcowym turniejem?
    Trudno powiedzieć tyle albo tyle. Ja wierzę, że na 100 proc. Jeśli będzie trzeba przyłożyć się mocniej, niż zazwyczaj, to zamieszkam w klubowym budynku i stanę na głowie.

    I po co Panu te stresy? A mama mówiła: zostań pływakiem!
    Oj mówiła, mówiła… Ale nie żałuję, że wyszedłem z basenu. Pływałem długo, z osiem lat. Moimi stylami były klasyczny i dowolny, rywalizowałem na dystansach sprinterskich, tak do 200 metrów.

    Odnosił Pan sukcesy?
    Tak, szczególnie w klasyku. Mistrzostwa Dolnego Śląska regularnie padały moim łupem. W mistrzostwach Polski byłem dziewiąty.

    Czemu rzucił Pan pływanie?
    Bo mnie nudziło, nie miałem z tego frajdy. Byłem osobą dość energiczną, nie umiałem usiedzieć w miejscu. A pływak pływa od ściany do ściany. Szału nie ma. W całym tym cyklu towarzyszył mi futbol. I często zdarzało się tak, że w trakcie treningu pływackiego myślałem o treningu piłkarskim, który był tego samego dnia. To mnie zajmowało. Gdyby trener Andrzej Wojtal o tym wiedział, pewnie by się wściekł.

    Podobno wściekła się mama. W Pana domu pojawił się klasyczny konflikt rodziców-sportowców? Tata Andrzej, w przeszłości zawodnik A-klasowej Pogoni Pieszyce, widział Pana na murawie, mama Lucyna - w wodzie.
    Tata właściwie nie wtrącał się w te sprawy, akceptował moje wybory. Mama była zakochana w pływaniu. Chciała, abym robił to zawodowo. Kiedy postawiłem na futbol, obraziła się. Doszło do tego, iż stwierdziła, że skoro wolę piłkę, to ona nie będzie woziła mnie na treningi.

    Woził tata?
    Nie, sam dojeżdżałem autobusem, albo rowerem. Presja ze strony mamy była tak duża, że po roku wróciłem na basen. Ale po kolejnych trzech miesiącach wiedziałem, że to na pewno nie to. Wyrzuty były jednak spore.

    Dalej są?
    Mama przestała je mieć, gdy poszedłem do Zagłębia Lubin. Dziś mi kibicuje, chodzi nawet na mecze, chociaż te pływanie wciąż w niej siedzi.

    Ile przesady jest w stwierdzeniu, że przeszły Panu koło nosa igrzyska olimpijskie?
    Chyba nie tak dużo. Mój serdeczny kolega z Dzierżoniowa, Paweł Juraszek, był niedawno na IO w Rio. A w wieku młodzieżowym nie dawał mi rady, zawsze z nim wygrywałem. Kto wie, czy gdybym wytrwał do końca, dokładając do tego ciężką pracę, też nie pojechałbym do Rio? Dziś mogę tylko kibicować Pawłowi, ale od razu zaznaczę: niczego nie żałuję!

    Trudniej zakwalifikować się pływakowi na igrzyska, czy piłkarzowi wejść na poziom Ekstraklasy?
    Być na poziomie, na jakim pływałem, i startować w mistrzostwach Polski, nie jest wcale tak trudno. Podobnie z debiutem w Ekstraklasie, takim a’la meteor. Trochę szczęścia i uda się. Ale igrzyska to już top, zawody ludzi wybitnych. Awans na IO mogę porównać z utrzymywaniem się w lidze na dobrym poziomie przez kilka lat.

    Został Pan profesjonalnym piłkarzem przez przypadek?
    W sumie to… tak. W piłce trzeba mieć szczęście i ja je miałem. W 2012 roku Zagłębie Lubin nie brało mnie pod uwagę przy ustalaniu kadry na obóz w Jarocinie. Ale kilku chłopaków złapało kontuzje, kilku się rozchorowało. W tym dwóch środkowych obrońców. W klubie pracował Jacek Kubasiewicz, z którym znaliśmy się z Lechii Dzierżoniów. I mnie polecił. Pamiętam, jak dziś. Zadzwonił wieczorem. Ja byłem na „tak”, ale na wyjazd musieli zgodzić się rodzice. A to nie było oczywiste, bo za chwilę miałem pisać maturę. Ale do Jarocina pojechałem. Do pociągu do Poznania wsiadłem o 2 w nocy.

    A co z maturą?
    Zdałem bez problemów. Uczyłem się w II LO im. Jana Pawła II. Nigdy nie miałem kłopotów z nauką. W gimnazjum byłem wyróżniającym się uczniem, co roku miałem na świadectwie czerwony pasek. W liceum też nie schodziłem ze średnią poniżej 4,5. Jestem umysłem ścisłym, kochałem matematykę, fizykę. Te przedmioty pisałem na maturze, rozszerzone oczywiście. Dorzuciłem geografię, w sumie dla jaj, wszyscy mówili, że można ją zdać z marszu.

    I jak poszło?
    Wszystko miałem na poziomie 70 proc. A podstawową matmę na 90! Najgorzej poszło mi z tej geografii. Miałem 30 proc, minimalne minimum. Uff…

    Chciał Pan iść na studia?
    Planowałem naukę na Politechnice Wrocławskiej. Ale, że sama nauka średnio mnie interesowała, to pewnie wybrałbym kierunek na którym miałbym najwięcej kolegów.

    Słyszałem, że ostatnio pochłonęły Pana książki.
    Nigdy za nimi nie przepadałem, ale kilka miesięcy temu wpadła mi w ręce biografia Radka Kałużnego, faceta z Zagłębia. Przeczytałem i strasznie się wkręciłem. Odkryłem, że lektury mogą być lepsze, niż filmy. Na razie jestem na etapie piłkarskich biografii, zacząłem czytać o Sir Alexie Fergusonie.

    Jak dużo zabrakło, aby zimą trafił Pan do FC Rostów?
    Nie wiem, czy Zagłębie było z Rosjanami po słowie, ale ja się nimi nie dogadałem. Poszło o warunki kontraktu. Byłem w kontakcie z dyrektorem sportowym klubu, a także z jednym z ich sponsorów. Miałem świadomość, że chce mnie także trener. Myślę, że gdybym przystał na ich propozycję, to kluby również doszłyby do porozumienia. Ale postawiłem weto.

    I odrzucił Pan ofertę. A Rostów niedawno zremisował w Lidze Europy z Manchesterem United, któremu kibicuje Pan od dziecka.
    I jak tu nie powiedzieć, że los nie bywa złośliwy? Wiadomo, że od razu przyszły myśli, że może zrobiłem źle, że może warto było tam iść, nawet po to, żeby zagrać z MU? Na pewno obejrzę mecz rewanżowy Rostowa. Ale nie z murawy, tylko z mojego łóżka. Cóż, takie życie. W styczniu po prostu miałem założenie, że jeśli wyjadę, to latem i na Zachód.

    Ile prawdy było w doniesieniach o propozycjach z Montpellier, Lille, Betisu Sewilla, HSV czy Borussii Mönchengladbach
    Pytałem o to ludzi z Lubina i wszystkie te „oferty” były tylko zapytaniami. Nie pojawiły się propozycje dla klubu, nie było warunków kontraktu dla mnie. Ktoś po prostu zapytał o cenę. A samo zainteresowanie to trochę za mało. Poważny sygnał był tylko z Rostowa.

    Nie zakręciło się Panu w głowie od nazw tych klubów?
    Miło się tego słuchało, bo to poważne, europejskie marki. Ostatnio zyskałem sporo pewności siebie. Te informacje o zainteresowaniach okazały się pozytywnymi bodźcami. Nie uważam, że jestem już wielkim panem piłkarzem, dalej ciężko pracuję. W ostatnich miesiącach zrobiłem bardzo duży postęp, szczególnie jeśli chodzi o siłę. Zostałem stałym bywalcem siłowni, ćwiczyłem jak oszalały. Mam też dietę, trenera od przygotowania motorycznego. Chyba można powiedzieć, że jestem mega profi.

    I chce Pan wyjechać latem?
    Jeśli będzie możliwość to chcę spróbować. Wierzę, że dam tam sobie radę. Zadziora jestem, nie poddaję się.

    A później przypuści Pan szturm na pierwszą reprezentację Polski?
    Na razie pewniakami do gry są Kamil Glik i Michał Pazdan. O ile Kamila - jednego z najlepszych obrońców w Europie - nigdy na żywo nie wiedziałem, bo występuje we Francji, o tyle z Michałem rywalizuję często w Ekstraklasie. Gra na poziomie, który mogę osiągnąć. Nie wiem, czy mi się to uda, ale potencjał mam. Pazdanowi też zdarzają się słabsze mecze, a więc jest człowiekiem. Trochę mi do niego brakuje, ale zbliżam się. I nie zamierzam się zatrzymać.

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Sport z kraju i ze świata

      Zobacz więcej na Sportowy24.pl

      Tabela Ekstraklasy

      Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
      Eliminacje Ligi Mistrzów
      Eliminacje Ligi Europy
      1 Legia Warszawa Live 37 44 21 10 6 70-31
      2 Jagiellonia Białystok Live 37 42 21 8 8 64-39
      3 Lech Poznań Live 37 42 20 9 8 62-29
      4 Lechia Gdańsk Live 37 42 20 8 9 57-37
      5 Korona Kielce Live 37 28 14 5 18 47-65
      6 Wisła Kraków Live 37 26 14 6 17 54-57
      7 Pogoń Szczecin Live 37 25 11 13 13 51-54
      8 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 37 25 13 7 17 35-55
      Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
      Spadek do 1. ligi
      1 Zagłębie Lubin Live 37 34 14 11 12 51-45
      2 Piast Gliwice Live 37 31 12 10 15 45-54
      3 Śląsk Wrocław Live 37 29 12 10 15 49-52
      4 Wisła Płock Live 37 28 12 11 14 49-57
      5 Arka Gdynia Live 37 24 10 9 18 44-60
      6 Cracovia Live 37 24 8 15 14 45-52
      7 Górnik Łęczna Live 37 22 9 10 18 47-63
      8 Ruch Chorzów Live 37 19 10 8 19 42-62
      Lp. Drużyna M. Pkt. Z. R. P. Bramki
      Awans do grupy mistrzowskiej
      Miejsce w grupie spadkowej
      Ruch Chorzów został ukarany odjęciem czterech punktów za zaległości finansowe
      1 Legia Warszawa Live 37 73 21 10 6 70-31
      2 Jagiellonia Białystok Live 37 71 21 8 8 64-39
      3 Lech Poznań Live 37 69 20 9 8 62-29
      4 Lechia Gdańsk Live 37 68 20 8 9 57-37
      5 Zagłębie Lubin Live 37 53 14 11 12 51-45
      6 Wisła Kraków Live 37 48 14 6 17 54-57
      7 Korona Kielce Live 37 47 14 5 18 47-65
      8 Wisła Płock Live 37 47 12 11 14 49-57
      9 Pogoń Szczecin Live 37 46 11 13 13 51-54
      10 Śląsk Wrocław Live 37 46 12 10 15 49-52
      11 Piast Gliwice Live 37 46 12 10 15 45-54
      12 Bruk-Bet Termalica Nieciecza Live 37 46 13 7 17 35-55
      13 Cracovia Live 37 39 8 15 14 45-52
      14 Arka Gdynia Live 37 39 10 9 18 44-60
      15 Ruch Chorzów Live 37 38 10 8 19 42-62
      16 Górnik Łęczna Live 37 37 9 10 18 47-63

      Magazyn sportowy