Jan Błachowicz: Alexander Gustafsson miał już swoje pięć...

    Jan Błachowicz: Alexander Gustafsson miał już swoje pięć minut, teraz czas na mnie

    Zdjęcie autora materiału
    Tomasz Dębek

    Aktualizacja:

    Polska

    Jan Błachowicz w sobotę w Hamburgu stoczy walkę z drugim w rankingu wagi półciężkiej UFC Alexandrem Gustafssonem

    Jan Błachowicz w sobotę w Hamburgu stoczy walkę z drugim w rankingu wagi półciężkiej UFC Alexandrem Gustafssonem ©Anders Wiklund

    Nigdy nie stawiam na siebie pieniędzy. Ale kibice mogą próbować, kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Dam z siebie wszystko, żeby na trybunach nikt się nie nudził, a po zakończeniu walki sędzia podniósł moją rękę do góry - zapowiada Jan Błachowicz (MMA 19-5). Polski zawodnik UFC w sobotę w Hamburgu zmierzy się z bardzo wysoko notowanym Szwedem Alexandrem Gustafssonem (16-4).
    Jan Błachowicz w sobotę w Hamburgu stoczy walkę z drugim w rankingu wagi półciężkiej UFC Alexandrem Gustafssonem

    Jan Błachowicz w sobotę w Hamburgu stoczy walkę z drugim w rankingu wagi półciężkiej UFC Alexandrem Gustafssonem ©Anders Wiklund

    Jak czuje się Pan przed walką z Alexandrem Gustafssonem?
    Jest bardzo dobrze. Już na kilka tygodni przed walką czułem się lepiej niż tuż przed moim ostatnim pojedynkiem z Igorem Pokrajacem. [Błachowicz w kwietniu pokonał Chorwata na punkty - red.] To wróży dobrze, ale wszystko zweryfikujemy w klatce 3 września.

    Na co dzień trenuje Pan w warszawskim S4 Fight Club. Tam spędził Pan całe przygotowania do walki czy były też jakieś zagraniczne wyjazdy?

    Nie było takiej potrzeby. Udało nam się zmontować tu taką ekipę, że nie musiałem robić zagranicznego campu. Mam wszystko na miejscu. Dobrych sparingpartnerów, fizjoterapeutów, trenerów, którzy wiedzą kiedy trzeba trochę podkręcić ćwiczenia, a kiedy jestem przemęczony. Jest z kim pracować, bardzo mnie to cieszy.

    Kiedy usłyszał Pan, że ma walczyć z Gustafssonem, jaka była Pana reakcja? Długo się Pan zastanawiał, czy wziąć ten pojedynek?
    Powiedziałem do mojej dziewczyny, która jest jednocześnie moją menedżerką, żeby pokazała mi tego maila, bo nie mogłem w to uwierzyć. (śmiech) No i faktycznie, patrzę, a tam piszą „Jan Błachowicz vs Alexander Gustafsson”. Takiej walki nie można odmówić. To może być mój strzał życia. Niesamowicie ucieszyłem się, że dostałem tak mocnego rywala.

    To będzie największa walka w historii UFC z udziałem Polaka?
    Moim zdaniem nie, Aśka Jędrzejczyk robi w tym momencie największą robotę, jest mistrzynią wagi słomkowej. My staramy się ją ścigać. Walka z Gustafssonem może mnie zbliżyć to miejsca, w którym jest Asia. Ale do tego jeszcze długa, długa droga.

    Chodziło mi o klasę rywala. Przeciętny kibic MMA chyba dużo szybciej skojarzy Gustafssona, który bił się o pas wagi półciężkiej UFC z Jonem Jonesem i Danielem Cormierem, a walczył też z Anthonym „Rumble” Johnsonem czy Mauricio „Shogunem” Ruą, niż Claudię Gadelhę, Jessicę Penne czy Carlę Esparzę.
    Zależy, jaki kibic - przeciętny Kowalski czy zapalony fan MMA. Ale nie mnie to oceniać. Ja cieszę się z tego, że będę bił się z Gustafssonem. I zrobię wszystko, żeby po zakończeniu walki sędzia podniósł moją rękę do góry.

    Szwed to jedyny zawodnik, który postawił się wspomnianemu już Jonesowi, niektórzy uważają, że powinien wygrać tę walkę. Ostatnie dwa pojedynki jednak przegrał, później mówiło się dużo o jego problemach z psychiką, depresji, wypaleniu. Myśli Pan, że to nie będzie przeszkadzało mu w tym, by w sobotę w Hamburgu dać z siebie sto procent?
    To się okaże. Może sobie już z tym wszystkim poradził, może nie. Nie rozmawiałem z nim, trudno mi ocenić, w jakim jest teraz stanie psychicznym. Wszystko wyjdzie w walce.

    Kiedy Jones wpadł na dopingu przed galą UFC 200, Gustafsson bardzo szybko zgłosił się, że chce walczyć w jego zastępstwie. To chyba znaczy, że głód walki mu powrócił?
    Szkoda, że nie dostał tej walki. Mnie by to bardzo pasowało - Alexander wygrywa z Cormierem, bierze pas, a dwa miesiące później w Hamburgu mu go odbieram i jestem mistrzem UFC. (śmiech) Tak czy inaczej po aferze z Jonesem wielu zawodników odezwało się, że chce wziąć walkę. Sam zastanawiałem się, czy nie zatweetować w tej sprawie. Z tym, że się spóźniłem. Godzinę po tym, jak na to wpadłem, ogłoszono że rywalem Cormiera będzie Anderson Silva. Ale fajnie, że Alexander rwie się do walki. To znaczy, że nie będzie walczyć na siłę. Że jego głód walki wrócił i będzie takim zawodnikiem jak w przeszłości. A kiedy w klatce spotyka się dwóch sportowców, którzy chcą wygrać, powinno się skończyć dobrym widowiskiem.

    W przeszłości trenował Pan i sparował z Gustafssonem. Jak Pan to wspomina?
    Nie znamy się jak łyse konie, ale faktycznie mieliśmy okazję razem sparować i trenować. Ale to działa w dwie strony. Ja znam jego mocne strony czy myczki, on wie, gdzie ja jestem mocny.

    Zdecydowanym faworytem bukmacherów jest Szwed, przez co na Pana wygranej można sporo zarobić. Będzie Pan na siebie stawiał?
    Nie, nigdy nie stawiam pieniędzy ani na siebie, ani na kolegów. Ale kibice śmiało mogą próbować. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. (śmiech)

    Po ewentualnej wygranej z drugim zawodnikiem w rankingu wagi półciężkiej powinien Pan wskoczyć do czołowej „15” i walczyć z najlepszymi?
    Wydaje mi się, że tak powinno być. Podpisując kontrakt z UFC miałem z tyłu głowy marzenia o walkach z najlepszymi zawodnikami świata. Teraz nadarzyła się do tego okazja, będę chciał ją wykorzystać i zapracować na kolejną dużą walkę. Ale nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Skupiam się tylko na walce, a nie na tym, co będzie później.

    W czym czuje się Pan lepszy od Gustafssona?
    Nie lubię opowiadać w wywiadach, jaki to nie jestem wspaniały. Nastawiam się na to, że gdzie by nie poszła walka, poradzę sobie z Alexandrem w każdej płaszczyźnie. Ale wszystko okaże się w sobotę.

    Czego kibice mogą spodziewać się po tej walce?
    Każda walka zaczyna się w stójce. Na pewno od początku będzie się działo. A co dalej? Niech kibice przyjeżdżają do Hamburga, wtedy przekonają się na własne oczy. Wsparcie rodaków na pewno się przyda. Ja dam z siebie wszystko, żeby nikt się na trybunach się nie nudził. A walka poszła w moją stronę.

    Pana mottem przed tą walką będzie „teraz albo nigdy”?
    Też. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Używam też hasztagu „#dreambig”. [miej wielkie marzenia - red.] Alex miał już swoje pięć minut, teraz moja kolej.

    W ostatnich miesiącach UFC mocno walczy z dopingiem. Na kontrolach wpadły takie gwiazdy jak Brock Lesnar, Frank Mir czy Lyoto Machida, bardziej skomplikowana niż na początku wydaje się sprawa Jona Jonesa. Zgadza się Pan ze słowami Nate’a Diaza, że biorą wszyscy?
    Moim zdaniem nie biorą wszyscy. 60-70 procent może tak, ale nie wszyscy. Jeśli ktoś nie potrafi walczyć normalnie tylko wspomaga się niedozwolonymi środkami, dla mnie jest oszustem i leszczem. Może wygrywa i czuje się dobrze, ale musi z tym żyć. Ma to na sumieniu do końca życia.

    Do zawieszeń powinny dochodzić kary finansowe? Takie rozwiązanie zaproponował Mark Hunt - skoro walczył z nakoksowanym Brockiem Lesnarem, to powinien dostać jego wypłatę.
    Jeśli jest tak, jak w jego sytuacji - rywal zostaje złapany na koksie już po walce, to czystemu zawodnikowi należy się jakaś rekompensata. Najlepiej z pieniędzy tego, który coś brał. Zgadzam się z Huntem, też uważam że powinno się to rozwiązać w ten sposób.

    Rozmawiał Tomasz Dębek
    Obserwuj autora artykułu na Twitterze

    Czytaj także

      Komentarze

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo