Urzędnicy z ministerstwa rolnictwa chcą wprowadzić przepisy, które nakażą gospodarzom m.in. prowadzić rejestr osób wchodzących do obory oraz... izolowanie kotów.

 

Projekt rozporządzenia ministra rolnictwa i rozwoju wsi w sprawie wymagań weterynaryjnych do jednego worka wrzuca wielkie fermy i niewielkie gospodarstwa.

 

Planowane przepisy mają dotyczyć zwierząt gospodarskich, które mogą trafić na rynek.

I tak zakładają one, że rolnik prowadzący takie gospodarstwo powinien m.in. prowadzić spis pojazdów służących do przewozu zwierząt czy paszy, które wjechały na jego posesję lub z niej wyjechały, a także wyznaczyć kilka różnych miejsc do składowania środków dezynfekcyjnych, padłych zwierząt, obornika czy produktów leczniczych.

 

To jednak nie wszystko. Gospodarz musiałby też prowadzić rejestr osób, które weszły do obory  (z wyjątkiem tych stale pracujących w gospodarstwie).

To oznaczałoby, że rolnik musiałby odnotować każdą wizytę sąsiada czy wnuczka z miasta, który chciał obejrzeć dziadkową krowę.

 


Na kurnikach i oborach ma być tablica: Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony

 

Mało tego, rozporządzenie przewiduje, że budynki, w których są zwierzęta hodowlane, a więc świnie czy krowy, zabezpiecza się przed dostępem innych zwierząt.

Czyli także np. przed psami i kotami.

A na samych budynkach trzeba będzie umieszczać tablice z ostrzeżeniem: „Osobom nieupoważnionym wstęp wzbroniony”.

 

Opiniująca ten projekt Krajowa Rada Izb Rolniczych wskazała, że dla małych gospodarstw, które sporadycznie sprzedają swoje produkty, głównie poprzez sprzedaż bezpośrednią, niektóre nowe wymogi „wydają się być nadmierne, zwiększające biurokrację i uciążliwe w ich stosowaniu”.

 

- Ich egzekwowanie jest po prostu nierealne - ocenia jednoznacznie Herbert Czaja, prezes Izby Rolniczej w Opolu. - Coraz młodsi urzędnicy ministerstwa z Warszawy mogą oczywiście produkować takie przepisy do woli, ale może najpierw spróbowaliby poznać rzeczywistość i wtedy zaczęliby wydawać rozporządzenia nie tylko wykonawcze, ale też... wykonalne.

 

- Z pewnością część tych restrykcji jest zasadna, ale nawet jeśli zamkniemy wszystkie koty w gospodarstwie i uwiążemy własne psy, to jak zabronimy odwiedzin kotom sąsiadów? A co ze szczurami i myszami? - ironizuje prezes Czaja.

Krajowa Rada Izb Rolniczych w swojej opinii zwraca też uwagę, że psy często spełniają rolę pasterską, a koty chronią przed  gryzoniami.

W dodatku bydło zawsze będzie miało kontakt z innymi zwierzętami, choćby na pastwiskach.

 

- Tych wymaganych rejestrów też nikt oczywiście nie będzie w małych gospodarstwach prowadził - dodaje Herbert Czaja. - Mogę tylko apelować: rozsądek i jeszcze raz zdrowy rozsądek!