Mimo ptasiej grypy, eksport polskiego mięsa drobiowego nie zwalnia. Ale producenci podkreślają, że nie mają wielkich powodów do zadowolenia z przychodów. Sprawdź też: Biedronka rezygnuje z jajek z chowu klatkowego!

Polskie przedsiębiorstwa wysłały za granicę w styczniu i lutym prawie 163,7 tys. ton mięsa i podrobów drobiowych. Porównując ten wynik z analogicznym okresem w 2016 można śmiało stwierdzić, że eksport znacznie podskoczył. Mowa o 14,5%. 

 

Branża jest jednak daleka od euforii, gdyż zainteresowanie polskim drobiem nie przełożyło się na równie okazałe wyniki finansowe. W ciągu dwóch miesięcy firmy znad Wisły sprzedały mięso drobiowe warte ponad 266 milionów euro. Oznacza to wzrost o jedynie 2,7%. Skąd ta rozbieżność?

 

- Mniejsze przychody eksportowe mogą mieć dwie przyczyny. Pierwsza to niższe ceny uzyskiwane zagranicą, druga to zwiększenie eksportu tańszego asortymentu kosztem droższego - mówi Mariusz Szymyślik, dyrektor Krajowej izby Producentów Drobiu i Pasz.

 


Strefa AGRO także na Facebooku. Dołącz do nas!

 

Jak podkreśla Szymyślik, niezależnie od tego które ze zjawisk było dominujące nie jest to korzystna sytuacja bo prowadzi do zmniejszania marży na sprzedaży. Istotna kwestia to również kursy walutowe, które ograniczały zyskowność producentów w porównaniu do poprzedniego roku. 

 

- Kurs euro był w styczniu niższy o pół procent, a w lutym o niemal dwa procent od odpowiednich miesięcy w zeszłym roku. Oznacza to, że skorygowane kursami walutowymi przychody producentów były na podobnym poziomie jak w zeszłym roku, co przy istotnym wzroście wolumenu eksportu obrazuje pogarszającą się sytuację producentów - wskazuje dyrektor KIPDiP.

 


Polski drób ma największe wzięcie w krajach unijnych. Ale, na liście odbiorców coraz częściej pojawiają się państwa afrykańskie. 

 

Źródło informacji: KIPDiP