Zmiany zasad w finansowaniu OSP uderzą w dobrze działający system - mówią druhowie. Pieniędzy dla jednostek OSP nie zabraknie, będą wydawane racjonalnie - odpowiada MSWiA. Przyznam, że nie jest to miły prezent od rządu dla strażaków-ochotników na św. Floriana - tak zmiany w zasadach dotowania Ochotniczych Straży Pożarnych, które wprowadził rząd Prawa i Sprawiedliwości, komentuje Roman Pawłowski, prezes struktur OSP w powiecie nowodworskim.

Ustawa o ochronie przeciwpożarowej z 1991 roku mówiła, że środki finansowe pochodzące od ubezpieczycieli (część pieniędzy z ubezpieczeń od ognia), w części trafiały bezpośrednio do OSP (około 20 milionów zł rocznie).

 


Polub Strefę AGRO Pomorskie na Facebooku!

 

Dotacja trafiała do Zarządu Głównego Związku OSP RP, który poprzez swoje zarządy wojewódzkie dofinansowywał poszczególne jednostki ochotniczych straży pożarnych w danym województwie.

Zasady rozdziału środków na poszczególne jednostki OSP określał Zarząd Główny Związku OSP RP. W znacznej mierze dotowano z nich zakupy sprzętu dla poszczególnych jednostek, w tym pojazdów gaśniczych dla ochotników. Drugą część procenta od ubezpieczeń (także około 20 mln zł) przekazywano na jednostki zawodowe, za pośrednictwem komendy głównej Państwowej Straży Pożarnej.

- To był dobry, sprawdzony przez wiele lat system - mówi Roman Pawłowski, druh OSP Mikoszewo (gm. Stegna), prezes struktur OSP w powiecie nowodworskim. - Każda z jednostek przecież najlepiej wiedziała, jakie ma braki sprzętowe i czego potrzebuje.

 

Czytaj cały artykuł: Ochotnicze straże pożarne boją się o niezależność

 

 

Tomasz  Chudzyński