Eksperci ekonomiczni uważają, że podwyżka opłaty paliwowej nada zupełnie nowy impuls inflacji, która może wzrosnąć w sposób niekontrolowany i w efekcie - zdaniem pesymistów - zakupy na Boże Narodzenie będą nas już kosztować nawet o 5 proc. drożej niż przed rokiem.

Inflacja w czerwcu nieco przyhamowała. Ceny towarów i usług dla konsumentów były o 1,5 proc. wyższe niż w czerwcu minionego roku, ale w stosunku do cen z tegorocznego maja spadły o 0,2 proc.

Ta wtorkowa informacja podana przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) zeszła jednak na plan dalszy gdy okazało się, że w środę 12 lipca Sejm będzie pracował nad ustawą podwyższającą opłatę paliwową. Rząd chciałby bowiem, aby jej nowa stawka - wyższa o 20 groszy na litrze - obowiązywała jak najszybciej, najlepiej już od początku sierpnia.

Eksperci ekonomiczni uważają, że taka podwyżka nada zupełnie nowy impuls inflacji, która może wzrosnąć- w sposób niekontrolowany i w efekcie - zdaniem pesymistów - zakupy na Boże Narodzenie będą nas już kosztować o 5 proc. drożej niż przed rokiem.

Teraz paliwa, potem woda

Czy będzie aż tak dramatycznie? Sama podwyżka opłaty paliwowej na pewno przełoży się na wyższe o ok. 25 groszy na litrze ceny paliw; pomnoży ją bowiem doliczona do niej akcyza i podatek VAT. W sumie w skali roku kierowcy będą musieli wydać na paliwo około 240 zł. Problem w tym jednak, że nie da się oszacować "efektu fali" czyli skutków podwyżek cen towarów i usług wywołanych wzrostem kosztów transportu. Co prawda w branży panuje duża konkurencja, ale firmy działające na marżach niższych niż 3 proc. będą musiały podwyższyć ceny usług, by w ogóle przetrwać. Na pewno podwyżka opłaty paliwowej zwiększy inflacje o 0,4 proc. i w najlepszym razie zamiast planowanej na grudzień 1,2-procentowej wyniesie ona 1,6 proc.
Ale nie jest to dobra wiadomość dla rynku także z innej przyczyny. Właściciele aut wydając rocznie o 4 mld zł więcej na paliwa tym samym nie przeznaczą tych pieniędzy na zakup innych dóbr konsumpcyjnych, pomniejszając rynkowy popyt na nie - a ten jest jednym z motorów wzrostu gospodarczego.

Czytaj też:

Już dwa miliony Ukraińców będzie pracować w Polsce. Zabiorą etaty Polakom?

Zaraz po wakacyjnej przerwie Sejm w równie szybkim tempie będzie pracował nad zmianami w prawie wodnym. Skończy się to zapowiadaną już od ponad roku podwyżką opłat za wodę i ścieki, która w skali kraju ma wyjąć z naszych portfeli kolejne 3,5-4 mld zł rocznie. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego to ok. 120-130 zł rocznie, ale tu także "efekt fali" jest nieprzewidywalny. Woda podrożeje bowiem także dla przedsiębiorstw, a w konsekwencji dużo więcej zapłacimy nie tylko za napoje i soki, ale praktycznie za wszystko.

Na co podwyżki

Rząd chwali się miliardami dodatkowych wpływów do budżetu dzięki sukcesom w uszczelnianiu systemu podatkowego. Dlaczego więc te podwyżki, zwłaszcza nagły wzrost opłaty paliwowej?

Formalnie podwyżkę opłaty paliwowej rząd tłumaczy potrzebą znalezienia dodatkowych środków na remonty i modernizację dróg. Z kolei wyższe ceny wody i ścieków wyjaśnia wymogami unijnymi.
Ekonomiści jednak zwracają uwagę na fakt, iż tak pilna potrzeba znalezienia dodatkowych wpływów do budżetu wiąże się ze skutkami powrotu od października do wieku emerytalnego 60-65 lat, z czego planuje skorzystać więcej uprawnionych niż zakładali rządzący.

OBEJRZYJ WIDEO:
Budżet prawie bez deficytu, ale jak sobie poradzi z niższym wiekiem emerytalnym