Sebastian Monder z Łodzi z obawą czeka na wizytę listonosza. Mężczyzna martwi się, że wizyta doręczyciela oznacza kolejne wezwania do zapłaty. Łodzianin przyznaje, że przed laty jeździł autobusami i pociągami bez biletu, a mandatów nie płacił. Siedem lat temu jednak je uregulował. Nie uchroniło go to od kolejnych roszczeń.

W takiej sytuacji jest znacznie więcej osób. Wszystko przez to, że formy windykacyjne skupują przeterminowane długi za niewielki procent ich wartości, a potem próbują egzekwować należności od dłużników.

- Dziesięć - dziewięć lat temu rzeczywiście jeździłem komunikacją bez ważnego biletu, a mandaty wyrzucałem - mówi Sebastian Monder. - Po paru latach jednak się opamiętałem, kupiłem migawkę, a w czerwcu 2006 roku wpłaciłem ponad 580 zł nakonto firmy windykacyjnej.

Sądziłem, że to koniec i przez kilka lat tak było. W maju tego roku dostałem jednak wezwanie do zapłaty od komornika, który domaga się ode mnie ponad 540 zł. Działa na podstawie nakazu zapłaty. Nawet nie wiem, za co mam znów płacić. Nie udało mi się tej sprawy wyjaśnić.

CZYTAJ TEŻ: Łódź: Windykator chce spłaty długu sprzed 14 lat

Wezwanie wystawił komornik z Legionowa. Mężczyzna tłumaczy, że działa na podstawie wyroku sądu, nie dysponuje natomiast informacjami, czego dotyczy wyrok.

Jazda bez ważnego biletu przedawnia się po roku, łodzianin nie powinien więc za to płacić. Okazało się jednak, że jest to wyrok, wydany przez sąd elektroniczny z Lublina, a łodzianin się od niego nie odwołał. Wyrok stał się więc prawomocny, dlatego sprawa trafiła do komornika.

- Nie dostałem żadnego pisma z tego sądu - zarzeka się pan Sebastian.

W podobnej sytuacji jest łodzianka, która dostała pismo od komornika. Miała zapłacić zaległy mandat za jazdę tramwajem na gapę plus odsetki. W sumie z kilkudziesięciu złotych zrobiło się kilkaset. Problem w tym, że kara już się przedawniła. Kobieta od kilku lat mieszka w Anglii, ale zgłosiła się do miejskiego rzecznika konsumentów w Łodzi.

- Wyjechałam do pracy za granicę, wyprowadziłam się ze starego mieszkania, nie odbierałam korespondencji. Nie wiedziałam, że dostaję jakiekolwiek wezwania do zapłaty. O niezapłaconym mandacie z 2003 roku po prostu zapomniałam - opowiada kobieta.

Miejski rzecznik konsumentów w Łodzi Zbigniew Kwaśniewski zaznacza, że dana osoba zwykle dowiaduje się o długu, kiedy komornik chce zająć jej wynagrodzenie lub emeryturę.

Często też są to sprawy przedawnione. To trzeba jasno powiedzieć w sądzie.Sąd za nikogo nie będzie korzystał z prawa do przedawnienia.

- I wtedy nie wiadomo, jak się zachować. Często interweniuję w takich przypadkach - mówi rzecznik. - Te sprawy da się jeszcze uratować. Przygotowuję pismo do sądu, w którym jest informacja, że konsument nie wie o postępowaniu przeciwko niemu. Przygotowuję też wniosek o przywrócenie terminu do zapłaty. Często też są to sprawy przedawnione. To trzeba jasno powiedzieć w sądzie. Sąd za nikogo nie będzie korzystał z prawa do przedawnienia. Trzeba to zaznaczyć samemu.

Rzecznik konsumentów zauważa, że coraz więcej osób płaci roszczenia, które są przedawnione.

- A nie muszą tego robić - podkreśla Kwaśniewski. - Kiedy dostają nakaz sądu, wolą zapłacić. Boją się problemów. Korzystają z tego firmy windykacyjne. Wiele z nich kupuje długi nawet za 5 proc. ich wartości. Jak im się uda dług odzyskać, to dobrze, jak nie, to mała strata. Dlatego warto znać swoje prawa i o nie walczyć.

Rzecznicy konsumentów wregionie oraz Miejski Klub Federacji Konsumentów w Łodzi pomagają za darmo w pisaniu sprzeciwów od nakazów zapłaty.

fot.krzysztof szymczak

.