Na wniosek wiceprezydent Agnieszki Nowak zostały zdjęte z porządku obrad sesji Rady Miejskiej w Łodzi projekty uchwał dotyczące zaciągnięcia kredytów przez miasto o łącznej wartości 700 mln zł. Powodem był sprzeciw opozycji dla zaciągania jakichkolwiek kredytów.

- Przez 4 lata alarmowaliśmy o tragicznej sytuacji finansowej miasta. Gorzej już być nie może - mówi Tomasz Trela, przewodniczący klubu radnych SLD. - Prezydent Łodzi chce kuchennymi drzwiami, pod płaszczykiem oszczędności 6 mln zł, zadłużyć miasto na dodatkowe 400 mln zł. Do 2015 roku Łódź ma być zadłużona na 3 mld zł. Z dodatkowym kredytem byłoby to 3,4 mld zł. Nie zgadzamy się.

Skarbnik miasta Krzysztof Mączkowski uważa, że radni są w błędzie. W budżecie na ten rok i wieloletniej Prognozie Finansowej uchwalili, że w tym roku miasto może wziąć 400 mln zł kredytu, za rok może zaciągnąć niemal drugie tyle, zaś w 2016 roku - 170 mln zł. Kredyty wskazane przez skarbnika nie są dodatkowymi zobowiązaniami, a jedynie wskazanie źródła, skąd ten kredyt miasto zamierza wziąć.

Radnych to nie przekonuje. Zdaniem radnego Władysława Skwarki (SLD) wzięcie 700 mln zł kredytu będzie kosztowało miasto dodatkowe 172 mln zł wynikające z obsługi długu. Przekonywał, że budowa trasy W-Z, na którą ma być wzięty kredyt, będzie droższa z powodu obsługi kredytu.

- Za budowę trasy W-Z zapłacimy 400 mln zł, ale gdy doliczymy koszt obsługi tego kredytu, to budżet zmniejszy się o 520 mln zł - mówi Władysław Skwarka, przewodniczący komisji finansów Rady Miasta. - Tak samo, jak rozbudowa al. Kościuszki. Zapłacimy za nią 50 mln zł, ale obciążenie budżetu wyniesie 62 mln zł.