Młoda łodzianka przez rok walczyła z nakazem zapłaty z e-sądu w Lublinie. Miała zapłacić kilka tysięcy złotych za umowę, której nie zawarła. Co zrobić, by uniknąć takich kłopotów? Pani Aneta od pewnego czasu mieszka w Szkocji. Gdy przyjechała do rodziny w Łodzi, przeżyła szok podczas próby wypłaty pieniędzy z bankomatu. Nie otrzymała gotówki, a na ekranie pojawił się komunikat, że ma się skontaktować z bankiem.

Okazało się, że konto zostało zajęte przez komornika, który posługiwał się nakazem zapłaty wydanym przez sąd elektroniczny z Lublina.

Łodzianka nie miała pojęcia, dlaczego ją to spotkało, udała się do miejskiego rzecznika praw konsumentów w Łodzi.

- Chodziło o niezapłacone faktury z firmy Orange. Tyle że  ta pani nigdy nie zawarła umowy z tym operatorem - mówi Zbigniew Kwaśniewski, miejski rzecznik praw konsumentów w Łodzi.

Pani Aneta poprosiła firmę, by przedstawiła jej kopię umowy, w celu zweryfikowania podpisu.

Spotkała się z odmową. Dlatego kobieta zgłosiła sprawę na policję. Policyjny stwierdził, że podpis złożony na umowie nie należy do łodzianki. Na tej podstawie został uchylony nakaz zapłaty, a sąd umorzył sprawę. Jednak wyjaśnienie sprawy trwało rok...

Takich spraw związanych z nakazami zapłaty coraz więcej trafia do biura miejskiego rzecznika praw konsumentów w Łodzi, a także do Miejskiego Klubu Federacji Konsumentów w Łodzi.

Wszystko zaczyna się od wyroku sądu elektronicznego w Lublinie, do którego trafiają dokumenty np. od firm windykacyjnych. Firmy windykacyjne całymi pakietami kupują przeterminowane długi, a następnie kierują sprawy do e-sądu. Wysyłane są tam też dokumenty, na których nie widnieje podpis właściwej osoby, bo jest on podrabiany np. przez nieuczciwego pracownika firmy, który chce otrzymać większą prowizję od  zawartych umów.

Sąd elektroniczny nie prowadzi klasycznych rozpraw, na które wzywane są obie strony. Nie można więc przedstawić swoich argumentów ani dowodów. Sędzia skupia się na informacjach zawartych w dokumentach, które otrzymuje.

Nie interesuje go, czy dług jest przedawniony, a podpis na umowie prawdziwy. Na tej podstawie wydaje nakaz zapłaty, który wysyła do dłużnika. Często zdarza się, że osoby, które go otrzymują, uważają, że to zwykłe wezwanie do zapłaty i odkładają dokument do szuflady.

Ale jeśli w  ciągu tygodnia od nakazu zapłaty nie złoży się sprzeciwu, to on się uprawomocni. A z takim nakazem można udać się do komornika i na tej postawie prowadzona jest windykacja.

Bardzo często osoba zainteresowana nie wie, że toczy się przeciwko niej jakieś postępowanie, a o sprawie dowiaduje się od komornika. Zbigniew Kwaśniewski zaznacza, że walka z komornikiem nie ma sensu, bo działa on na podstawie wyroku sądu. Trzeba walczyć z nakazem.

Jak walczyć z nakazami zapłaty?


  • Podstawowym błędem jest lekceważenie nakazów zapłaty. Wiele osób nie traktuje ich jak wyroku sądu, tylko jako wezwanie do zapłaty.

  • Jeśli w ciągu 7 dni nie złożymy sprzeciwu od nakazu zapłaty, to on się uprawomocni. Na jego podstawie będzie mógł działać komornik.

  • Jeśli nakaz zapłaty do nas nie dotarł i dowiadujemy się o nim dopiero od komornika, to należy złożyć wniosek o przywrócenie terminu na złożenie sprzeciwu i złożyć sprzeciw. We wniosku o przywrócenie terminu musimy wyjaśnić, dlaczego sprzeciwu nie złożyliśmy, gdy był na to czas. Możemy tłumaczyć np., że nie otrzymaliśmy nakazu, gdyż był wysłany pod zły adres albo byliśmy w szpitalu i nie mogliśmy go odebrać.

  • Sprzeciw możemy  motywować np. przedawnieniem żądania albo podnosić, że nie zawieraliśmy umowy z daną firmą.

  • Nakaz zapłaty zostanie wówczas uchylony, a sprawa trafi do zwykłego sądu, gdzie podczas rozprawy będziemy mogli przedstawić nasze  argumenty i dowody.