Z Radosławem Łuczakiem, prezesem zarządu Łódzkiej Spółki Infrastrukturalnej rozmawia Paweł Patora.

Ministerstwo Środowiska przyznało, że wynegocjowanego z Komisją Europejską na 1 lipca 2017 r. terminu wejścia w życie w Polsce nowego prawa wodnego raczej nie uda się dotrzymać, co grozi utratą 3,5 mld euro unijnych funduszy na inwestycje wodne. Jak ocenia pan tę sytuację?

Ona nie powinna mieć miejsca, gdyż do zmian w prawie powinniśmy przygotowywać się już od chwili podpisania traktatu akcesyjnego, w ramach którego zobowiązaliśmy się do działania według zasad obowiązujących w ramach Unii Europejskiej.

Zmiany w prawie unijnym dotyczącym gospodarowania wodami były dyskutowane i przygotowywane od dłuższego czasu. A że niedotrzymanie terminu może skutkować ograniczeniem środków z funduszy unijnych? Jeżeli nie wypełniamy zobowiązań, to muszą być tego konsekwencje. Nie możemy przecież zawsze być traktowani ulgowo.

Jednak ewentualna utrata 3,5 mld euro byłaby bardzo dotkliwa...

Według mnie termin 1 lipca nie jest zagrożony. Rząd ma dzisiaj takie narzędzia, że może praktycznie każde prawo implementować bardzo szybko.

Czy opieszałość w przyjęciu prawa wodnego zgodnego z dyrektywami Komisji Europejskiej nie wynika stąd, że jest to dla nas prawo niekorzystne?

Cały ten pakiet regulacji wodnych to nie są prawa dla nas krzywdzące. Są to prawa cywilizacyjne, które powodują podniesienie poziomu dbałości o istotną część środowiska naturalnego. Końcowym celem tych regulacji jest podniesienie standardu życia nas, wszystkich mieszkańców Unii, a nawet całej planety. Ten kontrakt, który będziemy musieli zawrzeć, aby otrzymać unijne środki, będzie skutkował nowymi rozwiązaniami z zakresu gospodarki wodnej. Zrealizowaliśmy już - w Łodzi niemal w stu procentach - inwestycje zapewniające mieszkańcom dostęp do infrastruktury wodociągowej i kanalizacyjnej. Pozostaje jeszcze kwestia gospodarowania wodą jako naszym naturalnym dobrem. Zasobem, który się odnawia, ale trzeba mu w tym pomagać, dbać o niego. Warto mieć świadomość, że korzystanie z tego zasobu nie może być bezkrytyczne. Dla większości mieszkańców nie tylko naszego miasta woda jest, była i będzie.

Ale jednak teraz jest inna niż była prze laty...

Jest tak dobra, że niektórzy zachęcają, by pić wodę z kranu, zamiast kupować tę w butelkach. Mamy bardzo dobry surowiec, pochodzący nie - jak dawniej - wyłącznie z wód powierzchniowych, ale w dużym stopniu ze studni głębinowych. W Łodzi, w odróżnieniu od wielu innych miast, dostarczamy wodę do sieci bez konieczności poddawania jej skomplikowanemu uzdatnianiu. Wystarczy nadzór, sprawdzenie czy nie jest szkodliwa oraz lekkie uzdatnienie, poprzez dodanie kilku „przypraw” i możemy dostarczyć wodę pitną najwyższej jakości. Warto jednak zadać sobie pytanie, co się z nią dzieje po zużyciu.

Wiadomo, że wraca do środowiska w postaci ścieków.

Musimy więc zadbać, żeby to co wraca, możliwie jak najmniej obciążało środowisko naturalne. Właśnie z nowego prawa wodnego, choć jest to jeden akt, będzie wynikała nasza krajowa polityka dotycząca gospodarki wodą, dotycząca całego kraju, ale też kształtująca naszą gospodarkę lokalną.

Co zmieni to nowe prawo?

Między innymi spowoduje wprowadzenie tzw. opłaty środowiskowej. Zakłada się, że będą nią obciążeni ci, którzy pobierają surowiec najwyższej jakości. To naturalne, że jeśli korzystamy z wód powierzchniowych, to ponosimy znacznie wyższe koszty ich uzdatniania, niż w przypadku pobierania wód głębinowych. Firmy wodociągowe będą więc zobowiązane do wnoszenia opłaty środowiskowej, tym większej, im więcej pobierają surowca najwyższej jakości.

Czy zatem wszyscy będziemy więcej płacić za wodę?

Na pewno dostawcy wody będą musieli zmienić kalkulację kosztów dostarczenia tego produktu do mieszkańców. Trudno powiedzieć, czy będą to znaczne zmiany. Wydaje mi się, że nie. Z biegiem czasu dojdziemy do stawek europejskich, ale jest to kwestia lat.

Co jeszcze zmieni nowe prawo?

Ureguluje zasady gospodarowania wodami opadowymi. Koszty obsługi problemów związanych z tymi wodami pojawiają się okresowo, w czasie wzmożonych opadów lub suszy. Oczyszczanie tych wód przez lata nie było nawet mierzone. Z doświadczeń krajów Unii Europejskiej wynika, że odprowadzanie wód opadowych poprzez systemy kanalizacyjne nie jest najbardziej racjonalne. Najefektywniejsze jest gospodarowanie wodami opadowymi w myśl zasady: „tu gdzie spadło, tu ma wsiąknąć”. Nie przeszkadzajmy przyrodzie.

Ale jak to zrobić?

Wystarczy podpatrzeć tych, którzy ten problem rozwiązali. Np. Ikea dla zaspokojenia swoich potrzeb sanitarnych i czystościowych zagospodarowuje deszczówkę. Skoro zdecydował się na to jeden z najbogatszych ludzi świata, to widocznie to się opłaca. Najważniejsza jest jednak zmiana mentalności. W Łodzi jest coraz więcej zieleni i wiele drzew, które trzeba zasilać. Albo więc będziemy zasilali je wodą przetworzoną, ponosząc określone koszty, albo - co wcale nie jest trudne - stworzymy takie warunki, żeby żyły sobie zgodnie z naturą, zasilane opadami.

Jakie konkretne działania należy podejmować, aby „wsiąkało tam, gdzie spadło”?

Należy tworzyć nowe tereny zielone, w czym pomoże nam program rewitalizacji. Konieczne jest wstrzymanie wycinki drzew, które przecież wykorzystują wody opadowe. Osiedlowe parkingi trzeba budować z takich materiałów, aby nie stanowiły przeszkody do wsiąkania wód opadowych. Należy obniżać trawniki, co - przy obfitych deszczach - zapobiegnie wypłukiwaniu z nich piasku przez wody opadowe i przenoszeniu go, poprzez studzienki kanalizacyjne, do oczyszczalni ścieków.