Za nami pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji. Tym razem firmy przygotowujące sondaże nie mogą sobie zbyt wiele zarzucić. Zgodnie z wcześniejszymi ankietami, w drugiej rundzie głosowania zmierzą się Emmanuel Macron i Marine Le Pen. Inwestorom ulżyło.

Jeszcze kilka tygodni temu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla francuskiego plebiscytu była wygrana Le Pen, która w II turze wyraźnie przegrałaby z Macronem. Trochę jednak niespodziewanie, dzięki świetnym występom w telewizyjnych debatach, coraz większe poparcie zyskiwał Melenchon, reprezentujący ultralewicowe poglądy. Im bliżej do głosowania, tym bardziej rosło prawdopodobieństwo, że wejdzie do kolejnej rundy wyborów. Jednocześnie oznaczało to, że kasandryczny scenariusz, w którym 7 maja Francuzi wybieraliby pośród Le Pen i Melenchona, stawał się coraz bardziej prawdopodobny. Na szczęście, dla przyszłości Unii Europejskiej i europejskiej gospodarki, Francuzi nie dali się całkowicie ponieść populistycznym nastrojom.

Druga tura wyborów, w której do walki staną Emmanuel Macron i Marine Le Pen, była dla inwestorów scenariuszem optymalnym. Uwzględniając bowiem bieżące sondaże, Macron 7 maja pokona kandydatkę Frontu Narodowego z przewagą ponad 20 pkt proc. Tak naprawdę więc, z perspektywy inwestorów, najważniejsze było to aby przedstawiciel En Marche! znalazł się w kolejnej rundzie, dlatego od samego rana na rynkach można obserwować zwiększony popyt na ryzyko. Wydaje się bowiem, że jeden z większych czynników ryzyka, który „wisiał” nad rynkami w ciągu ostatnich miesięcy, nie zmaterializuje się. I co dalej?

Przed nami dwa tygodnie kampanii wyborczej przed drugą turą. Zakładamy jednak, że Marine Le Pen nie będzie miała na tyle siły, aby w wyścigu o fotel prezydencki wyprzedzić Macrona. Zwłaszcza, że istnieje duże szansa na to, że następne głosowanie może mieć podobny charakter, jak to w 2002 roku, kiedy francuskie siły polityczne zwarły szyki i opowiedziały się przeciwko kandydaturze Jean-Marie Le Pena – sugerował to już Nicolas Sarkozy.

Ostatnie kilka tygodni na globalnych rynkach finansowych upłynęły pod znakiem zawieszenia. Poważnych powodów do realizacji zysków nie było, ale argumentów do dalszych wzrostów też nie. Naszym zdaniem niedzielne rozstrzygnięcie może być właśnie takim czynnikiem, z powodu którego kupujący znowu zagoszczą na rynkach na dłużej i będą windowali ceny ryzykownych aktywów.

OBEJRZYJ WIDEO: 60 SEKUND BIZNESU