Na wniosek Platformy Obywatelskiej w czwartek odbyła się w Sejmie debata dotycząca protestu głodowego lekarzy-rezydentów. Burzliwą dyskusją zdominowało przerzucanie odpowiedzialności przez polityków Prawa i Sprawiedliwości na poprzedników i odwrotnie.

- Rząd w 2018 roku przeznaczy 1 mld 179 mln zł na wynagrodzenia lekarzy rezydentów i stażystów. - To o 40 proc. więcej, niż wydatkowano na ten cel za naszych poprzedników w 2015 roku. Zwiększamy także liczbę miejsc rezydentów, bo zdajemy sobie sprawę, jak ważny dla polskich pacjentów jest dostęp do lekarza specjalisty - zapewniał minister Radziwiłł. Jak mówił, rezydenci mogą liczyć na stopniowe podwyżki od początku przyszłego roku do 2021 roku.

- Na koniec 2021 roku nie będzie w Polsce lekarza rezydenta, który zarabiałby mniej niż 5250 zł. To o ponad 2 tys. zł więcej, niż obecna pensja minimalna rezydenta wynikająca z rozporządzenia - tłumaczył szef resortu zdrowia.

Opozycja ostro skrytykowała rząd i samego Radziwiłła. - Chcę przypomnieć, że państwo rządzicie już dwa lata i to wy bierzecie odpowiedzialność za wszystko to, co dzieje się teraz w ochronie zdrowia - mówiła była premier i minister zdrowia Ewa Kopacz. - Wiem, że wygodnie jest wracać do przeszłości, ale dzisiaj to wy za tę ochronę zdrowia odpowiadacie. Dzisiaj głodują młodzi ludzie, którzy chcą świadczyć w swojej służbie posługę Polkom i Polakom (...). Z całą odpowiedzialnością powiem: ten rząd to rząd totalnej arogancji i ignorancji - podsumowała Kopacz.

- Dwa dni temu wicepremier Morawiecki mówił, że z budżetem jest świetnie. To pytanie jest takie: jak jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? - dopytywał z kolei Ryszard Petru. - Ilu brakuje w Polsce lekarzy, panie ministrze? 30 tys. Ile pielęgniarek? 130 tys. Ile kosztuje wykształcenie lekarza? Pół miliona. A co wy oferujecie? Emigrację - wyliczał lider Nowoczesnej zwracając przy tym uwagę, że w tym roku zostanie wydane 9 mld zł na wcześniejsze emerytury, a miliard złotych kosztowałyby podwyżki dla młodych lekarzy. - Podwyższacie tylko tym, którzy na was głosują - przekonywał Petru.

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zwrócił jednak uwagę, że rezydenci walczą nie tylko o podwyżki pensji. - Jesteście odpowiedzialni za rozwiązanie tego problemu. On dotyczy dzisiejszej sytuacji młodych lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, o których oni też walczą. Nie można tego problemu traktować tylko i wyłącznie przez pryzmat pensji i zarobków. On dotyczy całości funkcjonowania i dostępności do służby zdrowia dla pacjenta - podkreślał w trakcie debaty, której przysłuchiwali się młodzi lekarze.

Jeszcze w środę wydawało się, że rezydenci dojdą do porozumienia z premier Szydło. Po wtorkowym spotkaniu z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim (który jest lekarzem), medycy zawiesili na kilka godzin głodówkę. Wrócili do protestu po nieudanych, kilkugodzinnych rozmowach z szefową rządu. Kością niezgody okazało się m.in. tempo wprowadza zmian, których domagają się rezydenci. Premier zaproponowała powołanie specjalnego zespołu, który miałby wypracować do 15 grudnia wspólne ustalenia. Lekarze odrzucili tę propozycję. - Premier postawiła nam ultimatum. Albo bierzemy zespół albo więcej się z nami nie spotka - relacjonował wiceszef Porozumienia Rezydentów OZZL lek. Jarosław Biliński.

Lekarze ponownie podkreślali, że nie żądają 40-procentowej podwyżki swoich płac, ale chcą wzrostu nakładów na całą służbę zdrowia. Zaapelowali również do rządu o debatę telewizyjną z udziałem ekspertów.

Aktualnie wydatki na służbę zdrowia stanowią ok. 4,8 proc. PKB. Młodzi lekarze chcą, by wzrosły do 6,8 proc.