Z Janem Olczykiem, ekspertem rynku mieszkaniowego, rozmawia Alicja Zboińska Bank Gospodarstwa Krajowego prowadzi program mieszkań na wynajem. W Poznaniu kupił blok ze 124 mieszkaniami, które zaczął wynajmować. To szansa dla Polaków na tańsze lokum?

Mamy do czynienia z nadpodażą mieszkań, dlatego tego typu interwencje państwa są szkodliwe. Pieniądze publiczne służą naprawie branży, deweloperzy nie mogą sobie poradzić ze sprzedażą mieszkań. Państwo może podejmować skuteczne interwencje poprzez stwarzanie warunków do budowy mieszkań, także poprzez budowę mieszkań z myślą o wynajmie. Jak państwo kupuje na rynku całe obiekty i chce je wynajmować, to obawiam się, że nie znajdzie chętnych. Obserwuję sytuację w Poznaniu, ten budynek stał trzy lata i nie było nim zainteresowania. Odkąd został włączony do programu, udało się wynająć sześć lokali. Nic dziwnego, skoro za 50-metrowe mieszkanie trzeba zapłacić 1.700 zł, a do tego doliczyć opłaty za media. To psuje rynek, podatnicy wesprą branżę, która mocno zainwestowała.

Ze statystyk wynika, że zaledwie 4 proc. Polaków decyduje się na wynajęcie mieszkania. Większość zadłuża się na 30 - 40 lat. Dlaczego wolimy przysłowiowe lokum ciasne, ale własne od wynajętego?

Najem to program samofinansujący się, przyciąga kolejne grupy ludzi, głównie młodych. Zyski operacyjne z wynajmu dla firm to sposób na zgromadzenie pieniędzy na kolejne przedsięwzięcia. Takie są jego zalety. U nas jednak odrzuciła to filozofia rządzących. Tymczasem w krajach Beneluksu blisko 70 proc. mieszkań na rynku jest przeznaczonych właśnie na wynajem. Są bardzo tanie, wprowadzono rygory ekonomiczne i ekologiczne. Są to mieszkania oszczędne, z myślą o ludziach, których nie stać na kredyt na 30 lat.

U nas tak się nie da? Nie wszystkich stać na długoletni kredyt...

Przez siedem lat budowałem mieszkania na wynajem w Łodzi, a cena metra kwadratowego wynosiła 1.620 zł. Obecnie za metr kwadratowy mieszkania trzeba zapłacić ponad 4.000 zł.
Można budować taniej, koszt budowy nie przekracza kwoty 2.300 zł za metr kwadratowy. Trzeba jednak patrzeć na interes odbiorcy i pamiętać o tym, że koszt budowy warunkuje wysokość czynszu. Dopuszczalna jest stawka czynszu rzędu 6 - 7 zł za metr kwadratowy, natomiast gdy osiąga poziom 18 - 20 zł, to mamy problem. Rynek mieszkaniowy jest drażliwy, rozlewa się na cały sektor gospodarki. W Hiszpanii stoją całe osiedla widma, w Unii Europejskiej mamy 11 mln pustych mieszkań.

Czy w Łodzi program wynajmu mieszkań ma szansę na powodzenie?

Moim zdaniem nie ma, gdyż cena będzie oderwana od tego, ile ludzie są w stanie zapłacić. Na rynku prywatnego wynajmu będzie można znaleźć bardziej korzystne oferty.

O planach BGK budowy mieszkań na wynajem w Łodzi piszemy tutaj: http://www.strefabiznesu.dzienniklodzki.pl/artykul/w-lodzi-beda-bloki-na-wynajem