Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna wypchana po brzegi - wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez ministra gospodarki Janusza Piechocińskiego. Zajęte jest trzy czwarte terenu strefy i jest to najwyższy wynik w skali całego kraju. ŁSSE liczyła 31 grudnia 2014 r. 1302 ha o 12 więcej niż rok wcześniej. To wynik umiarkowany w skali kraju - największa strefa, wałbrzyska, ma 2648 ha, zaś najmniejsza, suwalska - 375 ha, ale...

Przedsiębiorcy zagospodarowali w łódzkiej strefie 977 ha, czyli 75,08 proc. całości - to ogólnopolski rekord. Jest kilka stref o minimalnie niższym poziomie wykorzystania (krakowska, suwalska), ale też są takie, jak legnicka (26 proc.) i słupska (35 proc.). Średnia krajowa to 61 proc.

W 2014 r. ŁSSE wydała 36 zezwoleń. Był to pod tym względem rekordowy rok dla łódzkiej strefy, ale trzeba pamiętać, że miało to związek ze zmianą przepisów - od połowy ubiegłego roku zmniejszona jest wielkość ulg inwestycyjnych. Wielu przedsiębiorców chciało się załapać do strefy przed zmianą przepisów. Łącznie w ŁSSE działa 200 inwestorów i jest to czwarty wynik w kraju.

Jak dotąd zainwestowali oni 12 mld zł, a pod tym względem lepszym wynikiem mogą się pochwalić tylko strefy katowicka (21 mld zł) i wałbrzyska (18 mld zł).

Jeśli chodzi o łączny bilans nowych miejsc pracy, ŁSSE może się pochwalić 23 564 etatami (plus 866 miejsc pracy zadeklarowanych "do utrzymania") - tu też lepsze są Katowice i Wałbrzych. W ostatnich dwóch latach przyrost w ciągu 12 miesięcy przekraczał 11 proc.


Każda złotówka zwolnienia podatkowego to ponad 8 zł zainwestowanych w specjalnej strefie ekonomicznej

Janusz Piechociński ocenia, że efekty ekonomiczne stref są zdeterminowane ich położeniem: - Strefy, które należą do wiodących pod względem liczby wydanych zezwoleń, wartości inwestycji i liczby utworzonych miejsc pracy, są zlokalizowane w zachodniej, południowej i centralnej Polsce, a więc na terenach znacznie bardziej atrakcyjnych inwestycyjnie niż wschodnia i północna część Polski - orzeka w raporcie Piechociński.

Pytany o efektywność stref i opłacalność ulg podatkowych, które otrzymują "strefowe" firmy, prezes ŁSSE Tomasz Sadzyński przytacza wnioski z raportu Ernst&Young: "Każda złotówka zwolnienia podatkowego to ponad 8 zł zainwestowanych w specjalnej strefie ekonomicznej". Jednak nie brakuje krytyków specjalnych stref, podważających efekty ich działalności.


Zamiast inwestować w innowacje, poprawiać konkurencyjność, podejmuje się działania obniżające presję konkurencyjną. Można mniej efektywnie pracować, bo za sprawą ulg podatkowych są mniejsze koszty. Strefy to świetne narzędzie dla polityków

- Strefy to instrument polityczny, obniżający nawet nieco konkurencyjność polskiej gospodarki - zauważa prof. Tadeusz Markowski z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. - Zamiast inwestować w innowacje, poprawiać konkurencyjność, podejmuje się działania obniżające presję konkurencyjną. Można mniej efektywnie pracować, bo za sprawą ulg podatkowych są mniejsze koszty. Strefy są świetnym narzędziem dla polityków. Zawsze można podjąć jakąś decyzję polityczną. Dlatego jest silna motywacja polityków i kapitału, by strefy utrzymać jak najdłużej. Politycy mogą powiedzieć, że zajmują się polską gospodarką, a przedsiębiorcom łatwiej jest żądać od polityków dotacji albo zmiany przepisów, niż wymyślać nowe rozwiązania na niepewnym rynku. Gdy zobaczymy mapę stref ekonomicznych w Polsce, to widać, że są rozsiane jak piegi u piegusa. Polska jest pokryta plamkami, mimo iż wychodziliśmy z założenia, że strefy będą skoncentrowane w obszarach kryzysowych, takich jak Łódź i Wałbrzych - dodaje prof. Markowski.

Argument, że o korzyściach ze stref dowodzą raporty firm doradczych, łódzki ekonomista odpiera: - Zależy, kto je zamawia. Prof. Markowski jest przekonany, że w przyszłości powstanie raport na zlecenie Unii Europejskiej, który będzie dowodził szkodliwości stref.

Nadzór nad strefami ekonomicznymi sprawuje Ministerstwo Gospodarki, które od lat jest domeną PSL. Personalnie pieczę nad strefami mają więc najwyżsi rangą politycy ludowców - dziś Janusz Piechociński, wcześniej Waldemar Pawlak. To znajduje odzwierciedlenie w spółkach. Akurat prezes Sadzyński jest z nadania Platformy, ale wiceprezesem jest były poseł PSL Stanisław Witaszczyk, a wcześniej na tym stanowisku pracował Marek Pyka, który również związał się z ludowcami.