NIK odkrywa oszustwa na stacjach benzynowych: kierowcy płacili za 20 litrów, tankowali 19. Klienci tracą miliony złotych. Urzędnicy kontrolują stacje raz na kilka lat. I zawsze muszą się zapowiedzieć 7 dni wcześniej Właściciele stacji benzynowych kantują klientów, a państwo jest wobec tego bezradne - alarmuje Najwyższa Izba Kontroli. Aż 14 proc. skontrolowanych stacji w woj. łódzkim i świętokrzyskim, a także 60 proc. zbadanych dystrybutorów zawyżało wskazania. Tymczasem państwowe kontrole docierają na daną stację raz na kilka lub kilkanaście lat.


Mówimy tutaj o miliardach złotych traconych przez klientów. To dramatyczny problem. Stąd nasza determinacja, potrzebne są i zmiany przepisów, i wzmocnienie instytucji nadzorujących ten rynek

O wynikach kontroli opowiadał 30 mrca w Łodzi prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski. Na pytanie, na których stacjach lub w których miastach stwierdzono najwięcej nieprawidłowości, odpowiedział mało konkretnie, ale wymownie: - Prawie 15 proc.

stacji, 60 proc. dystrybutorów, przy takiej skali ciężko mówić, że jest jakiś konkretny rejon, gdzie mamy gwarancję zakupu prawidłowo odmierzonego paliwa. Mówimy tutaj o miliardach złotych traconych przez klientów. To dramatyczny problem. Stąd nasza determinacja, potrzebne są i zmiany przepisów, i wzmocnienie instytucji nadzorujących ten rynek - przekonywał Kwiatkowski.

Od NIK obrywa się nie tylko właścicielom stacji, ale też okręgowym i obwodowym urzędom miar, które pełnią ustawowy nadzór nad sprzedażą paliw. Kwiatkowski zaznaczył, że nie wini pracowników tych instytucji, ale złe prawo, które ich obowiązuje.

Urzędy miar mogą bowiem prowadzić jedynie zapowiedziane kontrole na stacjach paliw, i to z  7-dniowym wyprzedzeniem. W ten sposób pracownicy urzędów miar w 2014 r. odkryli, że tylko 2,2 proc. dystrybutorów benzyny i oleju nieprawidłowo odmierzało paliwa.

Aby zweryfikować te dane, NIK, wspólnie z Wojewódzkim Inspektoratem Inspekcji Handlowej w Łodzi, przeprowadziła serię podobnych kontroli, tyle że niezapowiedzianych. Tym razem nieprawidłowości stwierdzono na przeszło 14 proc. stacji. Kontrolerzy z założenia badali jeden dystrybutor na danej stacji i jeśli nie stwierdzali uchybień, jechali dalej.

Jeśli jednak wynik się nie zgadzał, badane były wszystkie dystrybutory. Okazało się, że aż 60 proc. zbadanych urządzeń zawyżało wskazania, "myląc się" na niekorzyść klienta od 4,3 do 5,6 proc. Co oznacza, że kierowca płacąc za 20 litrów, do baku wlewał faktycznie 19 litrów. Nie było ani jednego przypadku, by urządzenia myliły się w drugą stronę - na korzyść klienta.

NIK podkreśla, że urzędy miar w poszczególnych miastach bardzo rzadko kontrolowały działanie dystrybutorów na poszczególnych stacjach. Jak rzadko? W Łodzi i Łowiczu raz na pięć lat, w Zduńskiej Woli co 7 lat, a w Piotrkowie Trybunalskim - raz na 14 lat.

Tymczasem, zgodnie z wytycznymi prezesa Głównego Urzędu Miar, tzw. kontroli metrologicznej powinno się dokonywać raz na dwa lata w przypadku benzyny i oleju i  raz na rok w przypadku gazu.

A jeśli jesteśmy już przy gazie, NIK informuje, że dystrybutory tego paliwa były w ogóle kontrolowane tylko przez dwa z sześciu urzędów miar w woj. łódzkim i świętokrzyskim (okręgowy i obwodowy w Łodzi), przy czym dysponowały one tylko jednym urządzeniem do badania przepływu gazu.


Gdyby utrzymać dotychczasowe tempo, każdy dystrybutor z gazem ma szansę zostać skontrolowany raz na... 94 lata

W ten sposób w latach 2012 - 2014 skontrolowano 71 z  2.600 dystrybutorów gazu. Co skłania NIK do refleksji, że gdyby utrzymać dotychczasowe tempo, każdy dystrybutor ma szansę zostać skontrolowany raz na... 94 lata.

O ile w ogóle urzędnicy będą wiedzieć o jego istnieniu.
- Okręgowy Urząd Miar w Łodzi, który ma kontrolować dystrybutory, nawet nie miał informacji, ile jest takich urządzeń na jego terenie. Według urzędu, w woj. łódzkim funkcjonują 854 stacje paliw, a ze spisu prowadzonego przez UOKiK wynika, że jest ich 917. Które dane są rzeczywiste? Te drugie. Podobnie było w woj. świętokrzyskim. W tych dwóch województwach  prawie 200 stacji  było w ogóle poza kontrolą - powiedział Krzysztof Kwiatkowski.

Kontrolę ilościową NIK przeprowadziła w tych w woj. łódzkim i świętokrzyskim, bo w tych regionach w ostatnim czasie najgorzej wypadły kontrole jakościowe.

Inspekcja Handlowa od  wielu lat, na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, bada skład paliw sprzedawanych na polskich stacjach, zebrane dane UOKiK udostępnia potem kierowcom - szczegółowe informacje można znaleźć na stronie internetowej UOKiK.

Niestety, w 2014 r. okazało się, że najgorzej wygląda sytuacja w woj. łódzkim, gdzie odstępstwa od norm stwierdzono na co dziesiątej stacji. To wynik dużo gorszy niż średnia krajowa, która wynosi 5 proc. Oprócz woj. łódzkiego, ponadprzeciętnie złe wyniki zanotowano też w woj.: świętokrzyskim, śląskim i lubelskim. Najlepiej zaś wypadły kontrole na Pomorzu.

Najwięcej zarzutów kontrolerów dotyczyło popularnego chrzczenia paliwa, czyli dolewania do niego wody. Przeważnie problemy dotyczyły oleju napędowego.
Wyniki w 2014 r. były nieznacznie gorsze niż rok wcześniej, na szczęście notujemy jednak sporą poprawę w porównaniu z poprzednimi latami. Np. 2012 r. w woj. łódzkim problemy z jakością paliwa zanotowano na blisko 16 proc. stacji i też był to najgorszy wynik w kraju.