Od stycznia do listopada 2016 roku do zwolnień grupowych zgłoszono 780 osób. Grupowo zwalniają banki, telekomy, sieci handlowe, a także firmy usługowe

To był bardzo dobry rok na rynku pracy, a i tak niektórym firmom nie udało się uniknąć grupowego zwalniania pracowników. Część firm zdecydowała się na ten krok, gdyż jest w trakcie likwidacji, niektóre nie radzą sobie tak dobrze jak wcześniej na rynku. W sumie na zwolnienia grupowe w okresie od stycznia do listopada ubiegłego roku (dane za grudzień są w opracowaniu) zdecydowały się 23 firmy z woj. łódzkiego.

– Do zwolnień grupowych zgłosiły 780 osób – informuje Robert Dolny z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi.

W porównaniu do kilku ostatnich lat spadła zarówno liczba firm, które na większą skalę rezygnują z pracowników, jak i liczba zwalnianych osób. W 2013 r. do Wojewódzkiego Urzędu Pracy z takimi planami zgłosiło się 39 firm, które zadeklarowały chęć pozbycia się 1.900 osób. W 2014 r. firm było 30, ale za to pracowników do zwolnienia aż 2,5 tys. W 2015 r. 27 firm chciało się rozstać z 1.035 osobami.

Alma w Łodzi zamyka sklepy. Pracownicy bez pensji

Na liście osób zwalnianych grupowo jest m.in. 79 pracowników Almy, która w ubiegłym roku zamknęła w Łodzi dwa sklepy, 62 pracowników sieci Tesco, które w zeszłym roku przeszło restrukturyzację, 24 pracowników banku Credit Agricole, 27 kolejnych zwalnianych zgłosił bank BPH, a 44 sieć telefonii Orange Polska. Z kolei T-Mobile rozstał się z 25 osobami. Skanska (branża budowlana) zgłosiła chęć zwolnienia 72 osób, a Zakłady Graficzne „Momag” z Tomaszowa 47 osób.

– Firma jest w likwidacji, już tylko dwie osoby są zatrudnione – usłyszeliśmy w Momagu. – Firma zatrudniała 60 – 70 osób, ale rynek okazał się trudny. Coraz mniej się drukuje. Większość naszych byłych pracowników znalazła nowe zajęcie, staraliśmy się im w tym pomóc.

79 pracowników zostało zgłoszonych do zwolnień grupowych przez sieć delikatesów Alma

Nie znaczy to, że przez te lata wszystkie zgłoszone do zwolnień osoby straciły pracę. W 2013 r. grupowo zwolniono w sumie 1.400 osób, rok później 800, a dwa lata później 832 osoby. Wiadomo także, że nie wszyscy zgłoszeni do zwolnień grupowych w ubiegłym roku stracili pracę. Tak jest np. z Przedszkolem nr 147 w Leźnicy Wielkiej (pow. zgierski), które w ubiegłym roku zgłosiło 12 osób do zwolnień grupowych. To wszyscy pracownicy placówki, połowa to kadra nauczycielska, pozostali to pracownicy administracji i obsługi. – Nie jesteśmy przedszkolem gminnym, tylko wojskowym. Nie mamy pewności, jak długo placówka będzie działała – mówi Ewelina Łanocha, dyrektorka przedszkola. – W ubiegłym roku w czerwcu zgłosiliśmy wszystkich pracowników do zwolnień grupowych, gdyż wiedzieliśmy, że placówka będzie działała do końca wakacji. Potem dowiedzieliśmy się, że mamy działać do końca sierpnia 2017 r. Nie wiemy, co będzie dalej, gdyż resort chciałby przekazać podległe mu przedszkola samorządom, a one się do tego nie spieszą.

Prof. Elżbieta Kryńska, kierownik Katedry Polityki Ekonomicznej Uniwersytetu Łódzkiego, zauważa, że zwolnienia grupowe to normalne dostosowania do sytuacji na rynku pracy: są większe w okresie dekoniunktury i mniejsze podczas koniunktury.

– W handlu dzieje się coś niedobrego i jest to ostrzeżenie przed dalszym majstrowaniem w tej branży, czyli wprowadzaniem zakazu handlu w niedziele – mówi prof. Kryńska. – W branży bankowej i usługach pracownicy są zastępowani dzięki cyfryzacji i elektronizacji. Podpisane przez prezydenta ustawy dokonujące zmian w oświacie niekoniecznie muszą oznaczać, że będą zwolnienia grupowe. Zmiany bowiem zakładają, że klasy mają być mniej liczne, nauczyciele będą potrzebni.

Otwarcie sklepu TK Maxx w Manufakturze: konkurs "Czerwony Wieszak" i tysiące produktów [ZDJĘCIA]

Co z tym handlem?

W 2016 roku do Sejmu trafił obywatelski projekt, który zakłada zakaz handlu w niedziele. Podpisało się pod nim pół miliona Polaków.
Projekt został przygotowany przez NSZZ „Solidarność” i zakłada, że duże sieci sklepów będą pozamykane przez większość niedziel w roku. Wyjątkowo handel miałby być dozwolony w siedem niedziel w roku, w tym przed świętami i w okresie wyprzedaży. Za złamanie zakazu mają grozić wysokie kary, nawet do dwóch lat więzienia - zarówno dla sprzedających, jak i kupujących.
Zakaz ma nie dotyczyć stacji benzynowych, sklepów w miejscowościach turystycznych, na dworcach i lotniskach. Ostatnio pojawiły się doniesienia, że jednak nie mogłyby być czynne stacje benzynowe, przy których działają sklepy, a takich jest coraz więcej.
Pojawiły się też doniesienia o tym, że zakaz ma być złagodzony i obowiązywać np. przez dwie niedziele w miesiącu. Oficjalnie takiej decyzji nie ma i na razie nie wiadomo, czy zostanie podjęta.
Projekt jest już po pierwszym czytaniu Sejmu i został skierowany do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Przedstawiciele Solidarności liczą na to, że wiosną nowe przepisy wejdą w życie.

ZOBACZ | Wydarzenia minionego tygodnia w Łódzkiem