Agata jest najstarszą z rodzeństwa słynnej, muzykalnej rodziny Steczkowskich. Postanowiła - wraz z Beatą Nowicką - napisać książkę o swoim rodzie. Wspomina w niej m.in. że jako jedyna jest córką księdza.

Nie mogę nie zacząć od tego pytania. Skąd pomysł na takie uzewnętrznienie? Opisanie dziejów rodziny od początku...

Nie jest to pierwsza książka którą napisałam o rodzinie. Pierwsza była moją pracą magisterską., którą napisałam pod tytułem „Muzykowanie w mojej rodzinie”. Pozwolę sobie przytoczyć ocenę sporządzoną przez profesora Krzysztofa Drobę: Wyjątkowość tej pracy trzeba ocenić we właściwej perspektywie. A ta perspektywa jest wyjątkowa z samego zjawiska, jakim jest rodzina Steczkowskich. Fenomen muzykującej, wielodzietnej rodziny jest jedyny w swoim rodzaju i dobrze, że w osobie członka tej rodziny znalazł się monografista. Rodzina ta jest fenomenem godnym opisania, nie tylko muzycznego, ale mogłaby stanowić przedmiot badań dla socjologa kultury. Praca pani Steczkowskiej jest tylko przyczynkiem opisującym ów fenomen. Same zjawisko jest tak rozległe, że z pewnością będzie jeszcze wielokrotnie opisywane.

Opis ma niebagatelną zaletę. Jest sam w sobie źródłem, pracą źródłową, do której wszelcy inni monografiści będą się odwoływać. Zaletą pracy pani Steczkowskiej jest zgrabna forma i bezpretensjonalny język i pasjonujący tok narracji. Praca ta – przy wszystkich zaletach materiału źródłowego – staje się wręcz materiałem literackim. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tak pasjonującym materiałem, który byłby przedstawiany jako praca dyplomowa. Wartości tej pracy tkwią w tym, że chodzi tu o wielką rzecz. O życie i o prawdę życia i o wartości, dla których żyje ta rodzina. A te najwyższe wartości rodzina poszukuje poprzez muzykę, muzykowanie. Obraz takiej rodziny, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, jest wielką pociechą. Zdumiewające a jednak prawdziwe. A autorka tej pracy zasługuje na najwyższe wyróżnienie. Pragnę również zaświadczyć o jej autentyczności. Z rodziną państwa Steczkowskich zetknąłem się podczas Festiwalu Młodzi Muzycy Młodemu Miastu w Stalowej Woli i na spotkaniach muzycznych w Baranowie w latach 1975-1981 roku. Obserwowałem tę rodzinę i już wtedy miałem poczucie, że stykam się z jakimś wielkim, autentycznym dobrem i wartością”.

Ciekawostką było to, że nie miałam klasycznej obrony magisterskiej. Praca była tak spójna i tak dobrze napisana, że zamiast jej obrony daliśmy koncert całą rodziną dla profesorów i przedstawicieli Akademii Muzycznej w Krakowie. Dostaliśmy owacje na stojąco!

A później dowiedziałam się od rektora Akademii, że była to jedna z najpiękniejszych prac w historii. Do dziś zresztą tam jest w archiwach i kiedy sama chciałam do niej zajrzeć po latach musiałam legitymować się dowodem i dostałam ją tylko na chwilę, do wykonania ksero. Tak jej pilnują, żeby nie zaginęła.

Jak przeczytałam tę pracę tatusiowi to stwierdził, że to dobry materiał, że dobrze piszę i chciałby doczekać dni, w których opiszę dzieje całego rodu. Zarówno Steczkowskich i Leśniaków z jego linii, jak i Lisów oraz Wyżkiewiczów od strony mamy. Chciał, żebym pozbierała archiwa. Zawsze mówił mi: „dziecko, ty zawsze mówisz prawdę i ładnie piszesz!”. Obiecałam mu, że to zrobię, bo sama się zainteresowałam tematem. Na co dzień czytam biografie i książki naukowe. Interesują mnie inne rody, sagi o rodach, a także dokumenty – bo tworzę muzykę do filmów dokumentalnych. Czytam książki o innych i napisałam książkę o własnym rodzie.

Ile czasu zajęło gromadzenie tych historii i podjęcie decyzji, że powstanie z nich tak nietypowa pamiątka rodzinna?
Około trzydzieści lat. Najpierw oparłam się na dokumentach, które zebrała moja mama. To są listy, świadectwa, nagrody, trasy koncertowe i dokumenty oraz tysiące zdjęć. Do tego dołożyłam nagrania ludzi, którzy byli świadkami tamtych czasów - przyjaciół, sąsiadów dziadków. Starałam się na samym początku - przede wszystkim - nagrywać wspomnienia najstarszych, żeby mi nie uciekli... Ich słowa po prostu zostały przelane na papier, tak jak w filmie dzieje się to, co w danym momencie. To wszystko jest autentyczne.

Książka oparta jest w całości na dokumentach i nagraniach dobrowolnych ludzi z różnych stron. Ludzi, którzy znali tatusia jako księdza, ludzi którzy byli jego chórzystami przez wiele, wiele lat. Mój tata był wielkim maestro, założył kilkanaście chórów chłopięcych i wykształcił tysiące ludzi. Ja u jego boku również. W tym roku mijają 34 lata mojej pracy.

A już pojawiają się plotki - zdementujmy je. Pomysł na taką publikację nie spotkał się ze sprzeciwem kogokolwiek z rodziny?
Plotki generują gazety i portale, które mają w tym interes. Ja natomiast nie odzywałam się na temat książki publicznie do 23 marca, a więc do jej prapremiery. Do tego czasu nie powiedziałam ani słowa, a wszystko, co włożono w moje usta do tego momentu – jest nieprawdą. O jakiej kłótni w ogóle mówimy, skoro wszyscy wiedzą, że całe życie piszę tę książkę... To nie jest mój nagły wymysł!

Natomiast z pewnością było tak, że myślałam iż poświęcę się tej książce później, kiedy będę mniej czynna zawodowo. Bo - jak wspomniałam - pracuję 34 lata na pełnych obrotach, bez urlopów. Ale jednak nie zapowiada się na to, żeby pracy było mniej...

Historia tej publikacji zaczęła się tak naprawdę rok temu, kiedy wraz z siostrami zostałyśmy zaproszone do Vivy do sesji zdjęciowej z okazji walentynek. Ubrano nas w takie piękne czerwone suknie... Wówczas poznałyśmy redaktorkę, Panią Beatę Nowicką, która wyczuła w nas wspaniałą opowieść - na książkę. I zaproponowała swoje usługi każdej z nas. Pamiętałam, jak napisała wcześniej piękny, konkretny artykuł o naszej rodzinie, więc zaprosiłam ją na rozmowę. Zgodziła się natychmiast! Przyjechała do mnie - i początkowo - załamała się ilością archiwów i dokumentów. Powiedziała, że ją to przerasta. Uspokoiłam ją wówczas, i odparłam, że wszystko mam w głowie poukładane, że czas nas nie goni, i będziemy powoli panować nad całą materią. I tak to się po prostu stało. W pół roku napisałyśmy książkę.