W księgarniach właśnie ukazała się najnowsza powieść lubianej przez polskie czytelniczki pisarki Anny Karpińskiej. Książka "Odnajdę Cię" otwiera cykl zatytułowany Księgarnia pod Flisakiem. Czy znajdziemy w nim wątki autobiograficzne? Czy pisanie do szuflady ma sens? Na te i inne pytania związane z pracą twórczą i inspiracjami odpowiada Anna Karpińska.

Pani Anno, spotykamy się z okazji premiery Pani dziewiątej już powieści pod wymownym tytułem "Odnajdę Cię". Nie jest już Pani nowicjuszką, ale po raz pierwszy do rąk czytelników oddaje Pani książkę będącą pierwszym tomem serii. Czy praca nad cyklem Księgarnia pod Flisakiem różniła się od pracy nad pozostałymi powieściami Pani autorstwa?
Po ośmiu powieściach jednotomowych nabrałam ochoty, by zmierzyć się z nieco inną formą.

Decyzja o napisaniu dwutomowej pozycji wynikała również z zapotrzebowania, które zgłaszały czytelniczki, dopytujące po każdej poprzedniej premierze, czy książka będzie miała kontynuację. Zatem Księgarnia pod Flisakiem została pomyślana jako powieść w dwóch tomach. Wydawać by się mogło, że ułatwiłam sobie zadanie, lecz w praktyce okazało się, że wcale tak nie było.
Druga część to teoretycznie kontynuacja pierwszej – ci sami bohaterowie, ich problemy również, skoncentrowane wokół tych samych miejsc, ludzi i spraw. Nic prostszego; wystarczy dać porwać się akcji i tworzyć kolejne rozdziały. Jak to jednak zrobić, żeby utrzymać temperaturę i nie zanudzić czytelnika? Przyznam, że miałam z tym problem przy kilku pierwszych rozdziałach. Potem poszło gładko.

Rozumiem, że Zostań ze mną będzie stricte kontynuacją "Odnajdę Cię"? Dowiemy się, jak się potoczyły dalsze losy Dagmary?
Tak. Nie będzie to oddzielna powieść, powiązana wyłącznie postaciami bohaterów. Mało tego, pozwoliłam sobie w niej, dla przypomnienia akcji, w pierwszych kilku rozdziałach drugiego tomu nawiązać do początków pierwszego. Sądzę, że taki manewr ułatwi czytelnikom lekturę. Zwłaszcza że ukazanie się obu części na rynku będzie dzieliło pół roku.

W Odnajdę Cię uchyliła Pani rąbka tajemnicy i wpuściła czytelniczki do swojego świata. Jedna z bohaterek jest znaną pisarką. Czy inspirowały Panią własne doświadczenia?
Nie zaprzeczam. Zawsze sięgam do własnych doświadczeń, obserwacji i przeżyć, chociaż ich nie odwzorowuję.

Swoją najnowszą książkę dedykuje pani wnuczce, malutkiej Weronice, „z nadzieją, że kiedyś przeczyta”. A czy pozostałe kobiety z Pani rodziny czytają Pani powieści?
Mam córkę Martę i synową Agnieszkę, moje wierne czytelniczki. Obie czytają. Marta dostaje każdy napisany rozdział, Agnieszka woli poczuć w dłoniach już wydaną poycję. Obie mnie chwalą, bo co biedne mają robić? (śmiech)

Może się Pani poszczycić niemałym dorobkiem literackim. Czy któraś z Pani książek jest szczególnie bliska Pani sercu? Być może Chorwacka przystań, którą ja pokochałam od pierwszej strony i o której wciąż nie mogę zapomnieć?
Zręcznie sugeruje Pani odpowiedź, lecz ja nie będę się bronić. Owszem, lubię Chorwacką przystań, mój debiut, książkę najbardziej osobistą, przeżywaną, budzącą emocje. Uczyłam się na niej pisać, poznawałam przyjemność tworzenia fikcji literackiej, przelewania na ekran komputera własnych przemyśleń i rozterek. To w końcu moje pierworodne dziecko.

W swojej twórczości porusza pani tematy ważne dla każdej kobiety: macierzyństwo, miłość, tęsknotę, utratę ukochanej osoby. Czy to właśnie klucz do sukcesu Anny Karpińskiej?
Piszę o tym, co dla mnie ważne i ciekawe. O przeżyciach przynależnych kobiecie w różnych sytuacjach życiowych. Nie ograniczam pola tematów. Staram się szukać również takich, z którymi nie miałam do czynienia, ale miał ktoś, kto zechciał mi o nich opowiedzieć. Temat adopcji poruszony w Księgarni pod Flisakiem jest problemem, który nie dotknął mnie osobiście, co nie oznacza, że nie mogę go podjąć. Zdaję sobie sprawę, że dotyczy wielu osób i wzbudzi emocje, na co liczę.

Zastanawiam się, jak to się stało, że pisanie stało się Pani drogą życiową?
Stare dzieje. Pierwszą książkę napisałam na spółkę z koleżanką Hanią w siódmej klasie podstawówki. Co ciekawe, pół roku temu mąż odnalazł ją w piwnicy(!). Potem nastąpiła długa przerwa, aż do momentu, w którym dojrzałam do napisania „dorosłej” pozycji. W pewnej chwili stwierdziłam, że spróbowałam w życiu zawodowym niemal wszystkiego (praca w szkole, na uczelni, w gazecie, prowadzenie własnej firmy), oprócz tego, czego naprawdę chciałam. To wówczas wymyśliłam fabułę Chorwackiej przystani i zaczęłam pisać. To proste. Chcieć to znaczy móc.

Ile czasu zajmuje Pani napisanie jednej książki? Czy ma Pani rytuały, które ułatwiają pracę nad tekstem?
Samo pisanie trwa jakieś pół roku. Wcześniej pracuję nad fabułą, wymyślam bohaterów, zbieram materiały – mnóstwo technicznych czynności, które prawdopodobnie niewiele interesują czytelnika. Staram się pisać codziennie, choć z powodu rozlicznych obowiązków nie zawsze mi się to udaje. Każdy rozdział streszczam i następnego dnia sczytuję, żeby przypomnieć go sobie przed obmyśleniem następnego. W międzyczasie, w miarę potrzeb robię research, a notatki przechowuję w archiwum. Prawdę powiedziawszy, dotąd nigdy nie wracałam do notatek z poprzednich książek, ale gdyby okazały się potrzebne, wiem gdzie je znaleźć.

Czy przy dziewiątej powieści stres jest już mniejszy? Czy może wciąż z niepokojem czeka Pani na pierwsze opinie?
Za każdym razem czekam na nie z takim samym niepokojem. Dobre bardzo mnie motywują, gorsze dają do myślenia.

Pisze Pani bardziej dla siebie czy bardziej dla czytelników? Intryguje mnie, czy podczas pracy zastanawia się Pani, jakie mogą być reakcje czytelników na tę historię, czy ta refleksja przychodzi później, kiedy książka jest już gotowa i trafia na księgarniane półki? No, i jak odbiera Pani te negatywne, o ile, oczywiście, takie się zdarzają? Krytyka motywuje Panią, czy zniechęca?
Z pewnością nie piszę dla siebie. Zdecydowanie dystansuję się od teorii pisania do szuflady, ba, mam głębokie przekonanie, że to nie ma sensu. Bardzo zależy mi na dobrym przyjęciu książki przez czytelników, ponieważ to oznacza, że nie działam w próżni, a dotykam problemów ważnych dla wszystkich. A jeśli w opiniach wyczytam, że mogę to robić lepiej, przyjmuję to z pokorą.

Proszę wyobrazić sobie siebie za dziesięć lat. Gdzie się Pani widzi?
Pani Magdo, pozwoli Pani, że odpowiem nie wprost. Dobrze jest tu i teraz, a co będzie za dziesięć lat, któż to wie? Pewne jest tylko to, że jeśli wszystko dobrze się ułoży, będziemy o dziesięć lat starsi. A do tego mi się nie śpieszy.

Nie byłabym sobą, gdybym na koniec nie zapytała o plany. Rozumiem, że teraz intensywna praca nad drugim tomem Księgarni pod Flisakiem? A później?
Tu mogę odpowiedzieć optymistycznie! Planuję napisać romans. Może w stylu Chorwackiej przystani?

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Magdalena Majcher