Pasja towarzyszy jej od dzieciństwa. Zawsze dużo malowała, lepiła i rzeźbiła - na początku z plasteliny, a potem z gliny.

- Ciężko wskazać dokładny moment, kiedy to się zaczęło, ale plastyką pasjonowałam się już od najwcześniejszych lat dziecięcych, co zostało mi do dziś. Z czasem moje zainteresowania rozwijały się, aby przybrać formę unikatowej lalki artystycznej – mówi Beata Ihnatowicz, która od dwóch lat mieszka w Toruniu.

Tworzy artystyczne lalki i marionetki. Jest w zasadzie samoukiem. - Posiłkowałam się niekiedy książkami na temat budowy marionetek, bo to jest już konkretna wiedza. Trzeba pewne techniczne aspekty dobrze rozwiązać. Ale ogólnie rzecz biorąc, sama - metodą prób i błędów - do wszystkiego doszłam - zdradza pani Beata.

Pierwszą profesjonalną marionetkę zrobiła jako nastolatka. Była to jawajka – marionetka z drutem w głowie – przedstawiająca postać fantazyjnej wróżki. Stała się lalką eksperymentalną, na której prze lata ćwiczyła różne techniki konstrukcji.

- Marionetki mają w sobie specyficzny urok przez to, że dzięki sznurkom mogą być animowane. Ich skomplikowana budowa sprawia, że czasami nawet podmuch wiatru powoduje niespodziewany ruch ich ręki czy zmianę pozycji. Rzeźbię je i ubieram bardzo realistycznie, przez co ludzie odbierają je jak żywe - opowiada kobieta.

Wydają się tak prawdziwe, że odbiorców fascynują, ale mogą też przerażać. Na tym właśnie polega ich magia

Jak przyznaje, najciekawszym momentem pracy jest ten, gdy ożywa twarz. - Dla mnie najciekawszą częścią lalki jest twarz, to właśnie twarze ludzi mnie inspirują. Nie pociągają mnie jednak buzie typowo piękne. Nie poszukuję wyidealizowanej urody jak z reklamy, czy w stylu lalek Barbie. Szukam raczej czegoś nietypowego. Niektórzy w mojej rodzinie czasem sugerują mi w żartach – zacznij robić w końcu ładne lalki (śmiech). Wiem, że nie wszystkim moje prace się podobają. Nie muszą. Chodzi mi o to, by te twarze przykuwały uwagę i przekazywały emocje, prawdę o człowieku. Putin, mimo mojej antypatii, ma interesującą twarz i na lalkę mi pasował.

Marionetka przedstawiająca Putina jako diabła z rogami spowodowała, że autorka otrzymywała pogróżki. – Oburzyłam się na Putina po aneksji Krymu. Ogólnie nie przepadam za tym politykiem, więc wyraziłam swój stosunek do niego w taki sposób - przyznaje. - Miałam potem pogróżki od wielbicieli Putina. Z różnych stron świata pisali do mnie maile strasząc, że mnie dopadną.

Powstała też marionetka Tuska. - Pana Tuska z kolei cenię, wydaje mi się sympatycznym człowiekiem i mądrym politykiem. Po tym jak przejął funkcję szefa Europy, postanowiłam upamiętnić go w postaci lalki - dodaje pani Beata.

Po jej lalki często sięgają kolekcjonerzy. Zamawiane są też podobizny osób bliskich lub idoli. - Wielka fanka Zbigniewa Wodeckiego - pani Kasia, kilka lat temu zamówiła u mnie jego podobiznę. Wiem, że pan Zbigniew tę lalkę widział i bardzo mu się podobała. Robiłam też Franka Zappę i Marit Bjørgen.

Stworzyła także Napoleona Bonaparte na zamówienie muzeum W USA, a muzum w Turynie zakupiło marionetkę przedstawiającą cygankę.

Teraz pracuje nad cyklem lalek z ciałkami z wypchanej tkaniny. - Nie ma on jeszcze nazwy, ale będzie to zestaw 10 lub 12 dużych lalek. Na pewno znajdzie się wśród nich kilka znanych twarzy, bo to mnie zawsze interesowało. Mogę zdradzić, że pracuję nad podobizną piosenkarki Björk, która ma bardzo frapującą, nietypową urodę. Chętnie zrobiłabym też lalkowy portret Agnieszki Chylińskiej ze względu na jej ostre rysy twarzy.