Polskie prawo dopuszcza przerwanie ciąży tylko w trzech przypadkach. Taki zabieg finansowany jest przez NFZ jako „indukcja poronienia”. W woj. łódzkim liczba tzw. legalnych aborcji zawsze przekraczała sto, tymczasem w ubiegłym roku zabiegów było aż o połowę mniej.

Legalna aborcja w Polsce

Liczba kobiet, które decydowały się na zgodne z prawem przerwanie ciąży z roku na rok rosła, a województwo łódzkie było w pierwszej trójce regionów, w których takich zabiegów wykonywało się najwięcej (po woj. mazowieckim i śląskim). Statystyki za ubiegły rok mocno odbiegają od tych z lat poprzednich. Dane pochodzą z Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, które przez pierwsze półrocze zbiera od szpitali informacje za miniony rok.

W Łódzkiem w 2017 roku zgodnych z prawem zabiegów przerywania ciąży przeprowadzono 59. Co jednak oznacza - zgodnych w prawem?

Pierwszym przypadkiem jest sytuacja, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wykazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Kobiet, które z tego powodu przerwały ciążę, było najwięcej - 53.

Drugą przesłanką do przeprowadzenia zabiegu indukcji poronienia jest zagrożenie dla życia lub zdrowia ciężarnej. Rok temu były dwa takie przypadki.

Zobacz też: 20 najlepszych zdjęć porodów 2018. Kontrowersyjne i piękne zdjęcia porodów. Jak wygląda poród? Te zdjęcia porodów przełamują tabu [ZDJĘCIA]

Lekarze pod presją. W szpitalach policja

Polskie prawo zezwala na przerwanie ciąży także w sytuacji, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. W woj. łódzkim w ubiegłym roku ani razy nie usunięto ciąży z tego powodu. Ale to nie oznacza, że łodzianki tego nie zrobiły. Mogły zgłosić się np. do szpitala w Warszawie, albo wyjechać do innego państwa.

– Kobiety nie chcą przechodzić przez gehennę w publicznych placówkach i, by ratować zdrowie i życie, posuwają się do emigracji. Klimat polityczny i procedowanie bardzo restrykcyjnego projektu ustawy dotyczącego aborcji przyczyniły się do nasilenia efektu mrożącego lekarzy, którzy odmawiają wykonania prawa. Presja na nich jest też coraz silniejsza, ponieważ grupy anti-choice (przeciwko wyborowi) są bardzo aktywne - organizują pikiety pod szpitalami, jeżdżą furgonetkami z krzykliwymi zdjęciami, które jak sami przyznają, są stare i ten zabieg tak nie wygląda. Wiem od lekarzy, że w szpitalach pojawia się policja, lekarze są przesłuchiwani, a z powodu tej sytuacji dyrektorzy zakazują im przeprowadzania zabiegu – mówi Liliana Religa z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Dodaje, że zupełnie pomijane wydaje się w takich sytuacjach zdrowie kobiety.

– Znam historię kobiety, której wstrzymano leczenie nowotworu w czasie ciąży. Jej stan się pogorszył, doświadczyła stygmatyzacji ze strony pacjentek na sali, które nie rozumiały, jak ona może się nie cieszyć z dziecka, wpędzały ją w poczucie winy. To samo robili lekarze. Ona chciała mieć dziecko, ale chciała też być obecna w jego życiu. Płód obumarł, o czym było wiadomo, że tak będzie, więc zabieg można było przeprowadzić wcześniej, oszczędzając jej cierpienia i kontynuować leczenie – mówi Liliana Religa.

W całym kraju w 2017 roku przeprowadzono 1061 zgodnych z prawem zabiegów przerywania ciąży. Dwa lata wcześniej zabiegów było 1098.

Czytaj też: Na nielegalną aborcję do Niemiec, Słowacji i Austrii...

Zobacz też: "Jeżeli ten projekt przejdzie, praktycznie niemożliwe staną się badania prenatalne". Protesty przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego