W czwartek (24 sierpnia) zjadą do Inowrocławia antyszczepionkowcy z całej Polski.

24 sierpnia o godzinie 9 w Sądzie Rejonowym w Inowrocławiu rozpocznie się kolejna rozprawa o ograniczenie władzy rodzicielskiej rodziców spod Gniewkowa za to, że odmówili zaszczepienia swojej córeczki.

- Nie zgodziłam się na zaszczepienie Wandy po tym, co po szczepieniu przeszła moja pierwsza córka. Po prostu bałam się - tłumaczyła nam przed wakacjami pani Iwona. Opowiadała o skokach gorączki, omdleniach, drgawkach i bezdechach, które dopadały jej córkę.

Doniesienie do inowrocławskiego sądu skierował dyrektor gniewkowskiej przychodni. Zgłosił zawiadomienie o możliwości narażenia dziecka na utratę zdrowia lub życia. - Zrobiłem to w trosce o dobro dziecka - podkreślał dyrektor.

Sprawę nagłośniło stowarzyszanie Stop NOP, które od lat walczy o wprowadzenie dobrowolności szczepień. W trakcie pierwszej, czerwcowej rozprawy zorganizowano pikietę pod sądem. Uczestniczyło w niej kilkadziesiąt osób z różnych stron Polski.



Wiele wskazuje na to, że czwartkowy protest będzie dużo bardziej liczny. Autokarowe wyjazdy organizowane są w największych polskich miastach.

- Polskie rodziny, często już ciężko doświadczone przez powikłania szczepień, są karane dotkliwymi grzywnami, grozi im się odebraniem dzieci i wyrzuca z przychodni publicznych. Coraz częściej w domu nachodzi je policja lub pracownicy opieki społecznej czy sanepidu - wyliczają organizatorzy.

„Stop ingerencji w autonomię rodziny! Zatrzymajmy to szaleństwo!” - apeluje Stowarzyszenie Stop Nop. W czwartek w Inowrocławiu zorganizują marsz. Jego uczestnicy chcą pokazać solidarność z rodziną z Gniewkowa, a jednocześnie zaprotestować przeciwko przymusowi szczepień. Część protestujących będzie maszerować ulicami miasta, a część pod przychodnią w Gniewkowie zorganizuje happening.

Tymczasem Marek Pruś, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Inowrocławiu, tłumaczył już na naszych łamach, iż na razie dzieci w Polsce podlegają obowiązkowemu szczepieniu. Jego zdaniem, jest to dobre rozwiązanie. - Gdy niezaszczepione dziecko zetknie się z chorobą zakaźną, jej przebieg będzie o wiele cięższy. To maleństwo nie ma prawa głosu. A konsekwencje decyzji rodzica mogą mieć poważny wpływ na zdrowie dziecka - komentował dyrektor.