Organizatorzy pokazu "Winne ubrania" obiecali, że przedstawią najbardziej szokującą, wyzywającą, erotyczną i niepokorną kolekcję, jaką kiedykolwiek stworzono. Nic więc dziwnego, że przygotowano się na największe wydarzenie pokazów mody w ramach Fashion Week.

Trzeba przyznać, że organizatorzy nie zawiedli zaintrygowanej publiczności i zafundowali jej prawdziwy wstrząs. Zamiast wyłuzdanej bielizny, której się spodziewano, modelki zaczęły pojawiać się na wybiegu w ciszy, ubrane w zwykłe, codzienne swetry, bluzy i dżinsy. Na koniec uczestnicy pokazu zobaczyli nagrane wywiady z ... ofiarami gwałtu mającymi na sobie niemal te same ubrania.

”The Guilty Clothes” okazało się kampanią społeczną, której celem było rozprawienie się ze stereotypem zakładającym, że kobiety, które padły ofiarą przemocy seksualnej, prowokowały swoim wyzywającym strojem. Pokaz miał na celu również podważenie najczęstrzych tłumaczeń gwałcicieli, że "sama sobie była winna"

Pokaz "Winnych ubrań" faktycznie okazał się prowokazyjny, jednak zupełnie nie w tym znaczeniu, jakiego oczekiwano.

Dodatkowo na swojej stronie ”The Guilty Clothes” prezentuje zestawy ubrań z pokazu, jednak zamiast opisu i cen, opublikowano historie kobiet, które nosiły je w momencie, gdy zostały zaatakowane przez gwałcicieli. Każdy wpis kończy pytanie "Winna?".

Zobacz także: