PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Dziennik Łódzki » Artykuł

Odyseja z kleszczem

Odyseja z kleszczem

Do łódzkiego pogotowia dziennie zgłasza się od kilku do kilkunastu osób z kleszczami (© fot. Krzysztof Szymczak)

Dziennik Łódzki Magda Szrejner

2009-07-21 00:29:52, aktualizacja: 2009-07-21 00:30:47

Jak długo można chodzić z kleszczem w kolanie,próbując uzyskać lekarską pomoc? W Łodzi może to trwać nawet pół dnia.

- Dokładnie 5 godzin - wylicza Edyta Szewczyk, którą kleszcz ugryzł na działce na Wiskitnie. - To zupełnie nieprawdopodobne, ale od godziny 13 byłam odsyłana od przychodni do przychodni , od szpitala do szpitala. Dopiero tuż po godz. 18 uzyskałam pomoc - skarży się nasza Czytelniczka.

Jak to możliwe, żeby kolejni lekarze nie mogli wykonać prostego zabiegu?

- Nikomu nie mieści się to w głowie, ale to prawda - mówi pokąsana przez kleszcza kobieta, która próbowała sama go wyjąć . Niestety, usunęła tylko odwłok, a pod skórą została głowa pajęczaka, przenoszącego groźne dla człowieka choroby. - Pojechałam z książeczką zdrowia szukać

pomocy u najbliższego lekarza w przychodni w Wiskitnie. Tam jednak uzyskałam informację, że nie jest to stan zagrażający życiu i powinnam pojechać do swojego lekarza rodzinnego po skierowanie do chirurga. Dotarłam do przychodni na Widzewie Wschodzie, w której jestem zapisana do swojego lekarza rodzinnego. Tam z kolei usłyszałam w gabinecie zabiegowym, że oni nie wyciągają kleszczy i żebym pojechała do szpitala im. Biegańskiego, bo tam jest oddział zakaźny. Tym razem na wszelki wypadek zadzwoniłam, czy mnie przyjmą, żeby na próżno nie jechać na drugi koniec Łodzi. Oczywiście, w telefonie usłyszałam, że kleszcza nikt nie wyjmie, bo w szpitalu od kilku lat nie ma chirurgii. Postanowiłam pojechać na pogotowie. Dopiero tam wyjęli mi kleszcza.

Jak tłumaczą się kolejne lecznice?

- Przyjechała do mnie pacjentka z zaczerwienionym miejscem po samodzielnej próbie usunięcia kleszcza. Nie była w stanie zagrożenia życia, a przychodnia, do której jest zapisana, jest oddalona od naszej o kilka kilometrów. Poprosiłam, żeby to ugryzienie obejrzał właśnie jej lekarz rodzinny i jeśli nie będzie w stanie samodzielnie jej pomóc, skierował pacjentkę do chirurga - tłumaczy lekarka z ośrodka zdrowia w Wiskitnie.

Dlaczego w przychodni, w której pani Edyta jest zapisana do swojego lekarza rodzinnego, kleszcza nie usunięto?
strona: 1 z 2 »

Wszystkie komentarze »

Komentarze (3)

Reklama

Dziennik Łódzki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy