Pani Anna ze Skierniewic jest mamą 5-letniej dziewczynki.
- O zmianach dowiedziałam się od dyrekcji przedszkola. Według dyrektorki, nowa podstawa programowa jasno określa, że sześcioletnie dziecko, którego rodzic nie pośle do pierwszej klasy, ma się w przedszkolu przede wszystkim bawić - opowiada pani Anna. - A przecież sześciolatki od lat uczyły się w przedszkolu czytać i pisać. Nauczyciele,
wykorzystując ich żądzę wiedzy i zdobywania nowych umiejętności, przygotowywali je do pójścia do szkoły. Czy odbierając naukę liter, pani minister oświaty chce ukarać nasze dzieci, za to, że nie posyłamy ich do szkoły podstawowej? - zastanawia się matka.
Nowe przepisy wejdą w życie we wrześniu.
- To jawna dyskryminacja przedszkolaków - dodaje zbulwersowana pani Anna. - Przecież mój wybór nie jest podyktowany tym, że córka jest gorzej rozwinięta. Ja po prostu nie chcę wysyłać jej do molocha, jakim jest pobliska podstawówka. Wolę, żeby uczyła się w spokojnym przedszkolu.
Córka pani Anny już zna literki i potrafi liczyć. Chętnie ogląda książki, próbuje sama je czytać.
- Jeśli nie będzie rozwijała tych umiejętności, to je zaprzepaści - tłumaczy mama. - Ale jest światełko w tunelu. Gdy zaprotestowaliśmy, pani dyrektor przedszkola zaczęła nas uspokajać. Mówiła, że będzie uczyć dzieci liter. W konspiracji, bez książek.
Ministerstwo Edukacji Narodowej przyznaje, że podzieliło dzieci na te, które w szkołach nauczą się abecadła i te, które w przedszkolach stracą cenny rok nauki.
- Sześciolatki w przedszkolach będą się uczyć według nowej podstawy programowej, która nie zakłada nauki czytania i pisania - sucho informuje Bożena Skomorowska z biura prasowego MEN.
Ale unika odpowiedzi na pytania, dlaczego MEN chce wprowadzić przepisy dyskryminujące przedszkolaków i czy jest to kara za nieposyłanie sześciolatków do szkół.
- Dyskryminacja? Kara? To pani tak interpretuje nowy program - kwituje Bożena Skomorowska.
Co na to dyrektorzy przedszkoli?
- Rzeczywiście, nowa podstawa programowa nie zobowiązuje nas do uczenia liter - mówi Małgorzata Kaniewska, dyrektor Przedszkola nr 2 w Skierniewicach. - Nam też się to nie podoba. Rozumiemy rodziców, którzy ze względu na warunki nie chcą posyłać sześcioletnich dzieci do szkoły. Dlatego możemy zapewnić, że nie zrezygnujemy z podstaw nauki pisania i czytania.
Anna Szymczyk, dyrektor Przedszkola Miejskiego nr 5 w Łodzi, idzie jeszcze dalej.
- To nauczyciel powinien przystosować się do potrzeb dziecka, a nie odwrotnie. Nie będzie obowiązku nauki alfabetu, ale też nikt nam tego nie zakazuje - mówi Anna Szymczyk. - Na pewno będziemy uczyć dzieci liter. Cieszy mnie rezygnacja z podręczników, ale nie pozbędziemy się innych pomocy do nauki czytania.
Dyrektorzy przedszkoli wskazują też inny słaby punkt programu. Twierdzą, że jest słabo przygotowany do "wyławiania" sześciolatków, które już mogą pójść do szkoły.
- Wprawdzie na prośbę rodzica nauczyciel w przedszkolu może przeprowadzić diagnozę, czy dziecko jest gotowe do nauki w szkole - mówi Jolanta Piejek, dyrektor Przedszkola Publicznego nr 12 w Piotrkowie Trybunalskim. - Ale to rodzic podejmuje decyzję, czy zastosuje się do wyniku badania. W mojej placówce jest 25 pięciolatków, a tylko jedna rodzina zdecydowała się zapisać pociechę od września do szkoły. Na taki stan rzeczy mogły mieć wpływ nie tylko predyspozycje przedszkolaków, ale też warunki, jakie zapewniają szkoły tak małym dzieciom.
Plany ministerstwa edukacji krytycznie ocenia Związek Nauczycielstwa Polskiego.
- Bo są niezgodne z psychofizycznym rozwojem dzieci - mówi Sławomir Broniarz, przewodniczący ZNP. - MEN wprowadzając je w życie, eksperymentuje na żywym organizmie. Dziwię się, że dyrektorzy przedszkoli nie protestowali wcześniej, gdy powstawały nowe przepisy.