PolskaTimes.pl

Stwórz własną społeczność!

Serwis powstaje we współpracy z The Times

piątek 03 września 2010 r. imieniny obchodzą: Izabela, Szymon, Joachim

Łódź: Zmiana systemu dyżurowania szpitali uderza w pacjentów?

Łódź: Zmiana systemu dyżurowania szpitali uderza w pacjentów?

Pogotowie dostało listę szpitali gotowych do przyjęcia chorych. Nie musi z niej skorzystać (© fot. Krzysztof Szymczak)

Dziennik Łódzki Magda Szrejner

2010-02-08 06:39:02, aktualizacja: 2010-02-08 09:46:19

Dyrektorzy łódzkich szpitali podsumowali pierwszy miesiąc od zniesienia tzw. ostrych dyżurów, czyli od chwili, gdy w łódzkiej służbie zdrowia zapanował chaos. Wnioski? Zadowoleni są pracownicy pogotowia. Ale wściekli szefowie lecznic. Bałagan, jaki się wytworzył, jest tak potężny, że dyrektorzy zapowiadają protest u wojewody.

Od 1 stycznia wszystkie szpitale w Łodzi mają obowiązek przez 24 godziny na dobę być gotowe do przyjęcia pacjentów. To niby oczywiste, ale do tej pory szpitale, w których były takie same oddziały specjalistyczne, dzieliły się dyżurami. Konsultanci wojewódzcy ustalali, gdzie pogotowie ma zawieźć pacjenta w stanie zagrożenia życia. I tak na przykład w poniedziałek dyżurowała urazówka w szpitalu im. Kopernika,
we wtorek "Jonscher", w środę szpital przy Drewnowskiej.

- Ale to była tylko nieformalna umowa między szpitalami - mówi Jacek Raczyński, dyrektor wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego przy wojewodzie. - Szpitale umawiały się między sobą, bo tak było taniej i wygodniej, ale przez to dochodziło do absurdów. Pogotowie wiozło na przykład człowieka z wypadku na Bałutach do Pabianic, bo akurat ten szpital dyżurował. Po drodze karetka mijała kilka specjalistycznych szpitali, ale nie mogła tam zostawić pacjenta, bo nie było obsady.

Zdaniem lekarzy i dyrekcji szpitali ostre dyżury miały sens. A nowy system dyżurowania niby działa na korzyść pacjentów, ale tylko w teorii. - Pogotowie ma teraz obowiązek zawieźć pacjenta do najbliższego szpitala, ale to nie oznacza, że akurat będzie w nim dyżurował potrzebny w danej chwili specjalista - opowiada Robert Starzec, szef szpitala MSWiA w Łodzi.

Przykłady? Choćby historia, która wydarzyła się podczas pierwszych kilku dni obowiązywania nowych zasad. Pacjentkę z urazem kręgosłupa karetka zawiozła do najbliższego szpitala. Problem w tym, że tam akurat nie było neurochirurga. Kobieta straciła półtorej godziny, bo szpital musiał znaleźć dla niej miejsce na neurochirurgii w innej placówce.

Jako najważniejszy minus nowego sposobu dyżurowania dyrektorzy wymieniają bałagan w planowaniu pracy. - Mamy tak dużo pacjentów z dyżurów, że musimy przesuwać terminy planowych zabiegów. A jak wytłumaczyć choremu, który kilka miesięcy czekał w kolejce na operację, że nie zrobimy jej, bo musimy operować tych, których przywiozło pogotowie - denerwuje się Robert Starzec.
strona: 1 z 2 »

Reklama

Dziennik Łódzki»

Copyright © Polskapresse Sp. z o.o.
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.

Mapa serwisu | Dla prasy | Kontakt | O nas | Regulamin | Prywatność | Reklama | eGazety | Sklep internetowy