- Agresja pana wobec pokrzywdzonej trwała nie sekundy, lecz minuty, czyli wieczność - mówił do oskarżonego sędzia Marek Surmacz, uzasadniając wyrok. - Zaciskając w tym czasie dłonie i palce na szyi ofiary miał pan czas, by się zastanowić, co pan robi. Nie zrobił pan tego. Ponadto miał pan świadomość, że pozbawia życia matkę małego dziecka. Stąd kara 25 lat pozbawienia wolności, która jest surowa, ale adekwatna do popełnionego czynu.
Komentując orzeczenie sądu, mąż ofiary, który w procesie wystąpił jako oskarżyciel posiłkowy, powiedział nam, że wyrok jest satysfakcjonujący, o ile w takich okolicznościach w ogóle można mówić o satysfakcji.
Przyznał też, że nie będzie się odwoływał. Wyjaśnił, że sam wychowuje 8-letniego syna. Śmierć Bożeny K. była dla nich takim silnym wstrząsem, że zarówno ojciec, jak i syn do dzisiaj pozostają pod opieką psychologa.
Sąd: - Miał pan świadomość, że pozbawia życia matkę małego dziecka
Zdaniem sądu, po dokonaniu zbrodni Robert S. na chłodno zastanowił się, co robić dalej i jak zatrzeć ślady swego czynu. Dlatego ukrył zwłoki w szafie w pokoju hotelowym, po czym zabrał zmarłej pieniądze, kartę do bankomatu i samochód. W tej sytuacji sąd uznał, że nie było to zwykłe zabójstwo, za które grozi od 8 do 15 lat więzienia, lecz wyjątkowe, za które kara wynosi 25 lat pozbawienia wolności lub nawet dożywocie.
To był drugi proces Roberta S. Podczas pierwszego mężczyzna został skazany na 12 lat więzienia. Uzasadniając wówczas ten dość łagodny wyrok sąd wyjaśnił, że kierował się tym, iż Robert S. działał pod wpływem silnego wzburzenia, że nie planował zabójstwa i że potem żałował swego czynu.
Podczas procesu oskarżony przyznał, że wierzył kochance, a ona go okłamywała. Na spotkaniu w hotelu 12 marca 2008 roku Bożena K. miała mu powiedzieć, że jest nikim i nie zamierza się z nim wiązać.
Gdy kobieta chciała wyjść z pokoju, Robert S. złapał ją za szyję i udusił. Schował zwłoki w szafie pokoju hotelowego, ukradł należące do ofiary auto suzuki i pojechał nim na Wybrzeże. Został złapany, gdy wsiadał na prom do Szwecji.
Prokurator i oskarżyciel posiłkowy nie zgodzili się z wyrokiem 12 lat więzienia. Wnieśli apelację, którą uwzględnił Sąd Apelacyjny w Łodzi. Stąd kolejny proces.