Oskar Kon po trupach szedł do celu i cudem ocalił życie w...

    Oskar Kon po trupach szedł do celu i cudem ocalił życie w starciu z Niemcami

    Wiesław Pierzchała

    Dziennik Łódzki

    Wydawca Jacek Kusiński z nowym wydaniem książki Bolesława Lesmana „Recepta na miliony”

    Wydawca Jacek Kusiński z nowym wydaniem książki Bolesława Lesmana „Recepta na miliony” ©Krzysztof Szymczak

    Autor jego biografii, dziennikarz Bolesław Lesman, w 1968 roku wyemigrował do Izraela. Wcześniej był skandal: książkę o Konie, według materiałów Lesmana, napisał... Jerzy Urban
    Wydawca Jacek Kusiński z nowym wydaniem książki Bolesława Lesmana „Recepta na miliony”

    Wydawca Jacek Kusiński z nowym wydaniem książki Bolesława Lesmana „Recepta na miliony” ©Krzysztof Szymczak

    Oszer Kohn, który później występował jako Oskar Kon, to jedna z najbarwniejszych postaci w dziejach Łodzi. Był jak król Midas, który wszystko, czego się dotknął, zamieniał w złoto. Stąd jego niezwykła kariera w iście amerykańskim stylu: od zera do milionera. Niestety, do celu szedł po trupach, a swoich rywali niszczył, nic więc dziwnego, że uważany był za drania i intryganta.

    Niemniej został jednym z najbogatszych łódzkich przedsiębiorców w II RP.
    Jego największy zakład to słynna Widzewska Manufaktura, zaś rodzinna rezydencja to znana potem na całym świecie siedziba łódzkiej szkoły filmowej przy ul. Targowej. O jego cudownym ocaleniu, gdy w 1939 roku do Łodzi weszli Niemcy, do dziś krążą legendy. Otóż oficerowie SS zabrali go do Szwajcarii, aby trzymane w jednym z banków akcje swojej fabryki przekazał Hermannowi Goeringowi, jednemu z czołowych dygnitarzy III Rzeszy. Dzięki temu nie został jedną z wielu ofiar Holokaustu.

    Nic więc dziwnego, że tak barwna postać aż prosiła się o biografię. W 1967 roku wydał ją, pod tytułem „Recepta na miliony”, łódzki dziennikarz Bolesław Lesman. Był on jednak tak niefrasobliwy, że gromadzone przez 20 lat materiały udostępnił wcześniej koledze po piórze - Zygmuntowi Chylińskiemu, a ten przekazał je swemu znajomemu, którym był Jerzy Urban, późniejszy osławiony rzecznik prasowy gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Efekt był taki, że w księgarniach pojawiła się książka o Oskarze Konie tajemniczego Andrzeja Izerskiego - był to pseudonim Jerzego Urbana, który wystąpił w roli typowego ghostwritera - zatytułowana „Widzewski królik”. Sprawa o plagiat trafiła do sądu i zakończyła się klęską Bolesława Lesmana.

    Dzisiaj znany łódzki wydawca Jacek Kusiński w niezwykle efektownej edycji wznowił „Receptę na miliony”. Z tej okazji w Muzeum Kinematografii w Łodzi odbyła się uroczysta promocja, w której udział wzięli: wspomniany wydawca, autor posłowia - prof. Tomasz Bocheński z Uniwersytetu Łódzkiego, prowadzący Tomasz Włodkowski z Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi oraz Paweł Spodenkiewicz z Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi, który podczas kwerendy w archiwach dotarł do nowych, cennych informacji o Bolesławie Lesmanie.

    Potentat i jego biograf mieszkali przy Targowej

    Oczywiście pamiętamy, że jest to także imię i nazwisko znakomitego poety, który przybrał pseudonim Leśmian. Jednak zbieżność nazwisk jest tu przypadkowa, co oznacza, że autora „Malinowego chruśniaka” i łódzkiego dziennikarza nie łączyły więzy rodzinne. Za to pewne więzy łączyły Oskara Kona i jego biografa, bo obaj byli Żydami i mieszkali przed wojną przy tej samej ulicy.

    - Przedsiębiorca mieszkał przy ul. Targowej 38, a dziennikarz przy ul. Targowej 61, co oznacza, że dzieliła ich odległość zaledwie 520 metrów - zwrócił uwagę Jacek Kusiński.

    To jedyne podobieństwo, bowiem dzieliła ich przepaść majątkowa: Oskar Kon był potentatem lokującym swoje dochody, głównie złoto i dolary, w bankach szwajcarskich, podczas gdy ojciec Bolesława Lesmana był skromnym właścicielem rozlewni napojów orzeźwiających. Kiedy wybuchła II wojna światowa i do Łodzi wkroczyli Niemcy, obie rodziny znalazły się w tarapatach. Oskar Kon i jego żona uratowali się dzięki akcjom w sejfie w Szwajcarii. Ocaleli także jego dwaj synowie, Maks i Henryk, którzy przebywali w tym czasie zagranicą. Niestety, tego szczęścia nie miały córki fabrykanta, które zginęły podczas Holokaustu.

    Rewizja na granicy na rozkaz szefa SB w Łodzi

    Tymczasem Bolesław Lesman z bliskimi najpierw uciekł do Głowna, potem do Skierniewic, a stamtąd do Piotrkowa Trybunalskiego. Wkrótce został tylko z ojcem i bratem, bowiem matka została wywieziona do Treblinki. Po wojnie Bolesław został dziennikarzem. Był m.in. szefem działu miejskiego „Expressu Ilustrowanego”. Działał też w PZPR. Z jednej strony pisał do gazety, a z drugiej zbierał materiały o Oskarze Konie z myślą o książce. Jednak ubiegli go Zygmunt Chyliński i Jerzy Urban, który w oparciu o materiały Lesmana napisał „Widzewskiego królika”. Sprawa trafiła do sądu, a jako ekspertów powołano tak znakomitych znawców literatury, jak prof. Kazimierz Wyka i prof. Stefania Skwarczyńska. Pytanie sądu brzmiało: - Czy książka Andrzeja Izerskiego „Widzewski królik” jest plagiatem „Recepty na miliony”?

    - Opinia w tej sprawie Kazimierza Wyki była wręcz szalona, ponieważ stwierdził, że w tym przypadku nie można odróżnić plagiatu od oryginału - oznajmił prof. Tomasz Bocheński.

    Nic więc dziwnego, że Bolesław Lesman przegrał w sądzie z kretesem.

    Podczas tzw. wydarzeń marcowych i walk frakcyjnych w PZPR, dziennikarz wyleciał z partii i gazety. Stało się to w trakcie zebrania Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR przy „Expressie Ilustrowanym”. Protokół z tego zabrania Bolesław Lesman zabrał ze sobą. Następnie spakował swój dobytek i razem z żoną i 4-letnią córką Agnieszką postanowił wyjechać z kraju. Wszyscy wsiedlli do pociągu i pojechali do Wiednia. Na granicy w Zebrzydowicach zostali dokładnie przeszukani na rozkaz płk. Henryka Bilskiego, szefa SB w Łodzi, który podejrzewał, że Lesman będzie wywoził ważne dokumenty. To wtedy odebrano mu protokół z debaty POP PZPR. Funkcjonariusze przeszukali też przerażoną 4-letnią Agnieszkę, której nawet - w poszukiwaniu „papierów” - rozerwali płaszczyk.

    Zmarł nagle podczas gry w brydża we Frankfurcie

    Są to ustalenia Pawła Spodenkiewicza, który zbadał dalsze losy Lesmana. Otóż wyjechał on do Izraela, gdzie ukazywały się dwie gazety w języku polskim: „Kurier” i „Nowiny”, które jednak przeżywały kryzys, bowiem grono czytelników stale się kurczyło. W tej sytuacji łódzki dziennikarz postanowił wyjechać do Niemiec. Dzięki Alinie Grabowskiej, łódzkiej dziennikarce, która też wyemigrowała w 1968 roku, miał podjąć pracę w Radiu Wolna Europa w Monachium. Był już nawet umówiony na rozmowę z szefem rozgłośni, Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Jednak z planów tych nic nie wyszło, bowiem żona Bolesława Lesmana przestraszyła się, że jak mąż podejmie pracę w „dywersyjnej” rozgłośni, to władze PRL już nigdy nie wpuszczą jej do kraju.

    I wtedy z pomoca przyszedł Peter Nasarski, przedwojenny dziennikarz niemiecki z Łodzi, który wprawdzie poddał się ideologii nazistowskiej, ale potem „nawrócił się”. Co ciekawe, ów Niemiec czytał „Receptę na miliony”, dlatego jej autora przyjął z otwartymi ramionami i zatrudnił w roli dziennikarza w niemieckiej rozgłośni radiowej w Kolonii. Tam też zamieszkał uchodźca z Łodzi. Kłopoty kardiologiczne sprawiły, że z czasem Lesman podupadł na zdrowiu. Miał dwa zawały serca: jeden przeżył, ale drugiego już nie. Zmarł podczas gry w brydża w klubie we Frankfurcie nad Menem w 1981 roku.

    Czytaj także

      Komentarze (1)

      Dodajesz komentarz jako: Gość

      Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

      Liczba znaków do wpisania:

      zaloguj się

      Autor komentarza nie dodał zdjęcia
      oskar

      taraska09 (gość)

      Zgłoś naruszenie treści / 3

      Z dziennikarzem Lesmanem płynąłem, jako jego załoga na Omedze, z jez.Święcajty do Mikołajek. Byłem nowicjuszem, a on doświadczonym kapitanem. Rejs wspominam, po latach, b. przyjemnie. To był fajny...rozwiń całość

      Z dziennikarzem Lesmanem płynąłem, jako jego załoga na Omedze, z jez.Święcajty do Mikołajek. Byłem nowicjuszem, a on doświadczonym kapitanem. Rejs wspominam, po latach, b. przyjemnie. To był fajny facet.zwiń

      Najnowsze wiadomości

      Zobacz więcej

      Najczęściej czytane

      Polecamy

      Wideo